Arcydzieła czeskiej kameralistyki - w znakomitym nagraniu Tria Olivera Schnydera.
Sporo ostatnio pisałem o muzyce czeskiej, ale nie mogę się powstrzymać, by jeszcze raz poświęcić jej uwagę, tym bardziej, że nagranie będące obiektem mojego zainteresowania idealnie wpisuje się w obchodzony tegoroczny jubileusz, aczkolwiek nie powstało na tę okazję. Zostało bowiem zrealizowane w Szwajcarii w roku 2020, a opublikowane dwa lata później, ale pomimo tego umieszczenie go w serii tekstów właśnie teraz jest dla mnie prawdziwą przyjemnością. Jego artystyczna wartość sprawia, że godnie honoruje twórczość naszych południowych sąsiadów, wystawiając zresztą jak najlepsze świadectwo wykonawcom oraz wytwórni – ale tym razem nie czeskiej.
Przed nami krążek zatytułowany Bohemian Rapsodies, co oczywiście budzi skojarzenia z legendą rocka, grupą Queen. Również w rozbudowanym komentarzu stanowiącym istotną część albumu, znajdują się wzmianki o powyższej, jak też wszelkie możliwe dywagacje na temat słów kluczowych: autorka błądzi po różnych epokach i tematach, poświęca uwagę Freddy'mu Mercuremu, pochodzeniu Cyganów, znaczenia słów w języku francuskim i niemieckim, tworząc nieco przydługą jak na mój gust opowieść, dowodzącą jej eurdycji, ale w ostatecznym efekcie zainteresowanie czytelnika wkrótce ustępuje znużeniu, bo czy trzeba przykładać jakąś kulturalno-estetyczno-filozoficzną podbudowę do twórczości największych czeskich kompozytorów i ich chluby na polu muzyki kameralnej? Nie wydaje mi się, dlatego album wytwórni Prospero, skądinąd bardzo ładnie i estetycznie wydany w formie książeczki małego formatu w twardej oprawie, z kolorowym tekstem i zdjęciami, do którego dołączono kompakt, polecam przede wszystkim nie do czytania, lecz do słuchania. Jest to wskazówka o tyle ważna, że istotnie, w warstwie muzycznej prezentowane nagranie ma naprawdę sporo do zaoferowania i jest znacznie bardziej interesujące od tekstowych rozważań na wszelkie możliwe tematy w stylu ani nie naukowym, ani nie popularnym – osobistym, ale swoistego rodzaju. Gorzej, że popełniane są przy tej okazji błędy merytoryczne – Dumki Antonína Dvořáka na przykład nie są, wbrew temu co twierdzi niejaka pani Eva Gesine Baur, jego ostatnim dziełem kameralnym. Mnie zatem ów element albumu i jego promocji zupełnie nie przekonał, za to znacznie bardziej trafiła w mój gust zarówno sama muzyka, jak jej wykonanie – porywające, dopracowane w każdym szczególe i zasługujące na najwyższe uznanie.
Oliver Schnyder Trio skupia muzyków młodszego pokolenia działających w Szwajcarii. Wśród nich główną postacią jest pianista, od którego imienia i nazwiska formacja przybrała swoją nazwę. Mam wrażenie, że z tym artystą już kiedyś się zetknąłem w celach recenzenckich, ale niedoskonała pamięć nie pozwala mi teraz przypomnieć, czy rzeczywiście i przy jakiej okazji. Nie szkodzi – najnowszy krążek wirtuoza w pełni rekompensuje ową niedogodność i pozwala obcować ze sztuką interpretacji na najwyższym poziomie, czego gwarantem jest zarówno on sam, jak towarzyszący mu skrzypek Andreas Janke oraz wiolonczelista Benjamin Nyffenegger.
Zaprezentowany repertuar, będący szczytowym osiągnięciem nie tylko czeskiej, ale europejskiej kameralistyki epoki romantyzmu (nie ma w tym ani krzty przesady), stanowi z jednej strony poważne wyzwanie dla kolejnych generacji muzyków sięgających po doskonale znane i popularne arcydzieła napisane na fortepian, skrzypce i wiolonczelę, probierzem umiejętności technicznych i interpretacyjnych, z drugiej zaś – wdzięcznym i efektownym polem do popisu. Trio g-moll op. 15 Bedřicha Smetany, powstałe po tragicznych wydarzeniach z jego życia (śmierć utalentowanej muzycznie córeczki, zmarłej w wieku zaledwie czterech lat) było już przedmiotem moich rozważań dokonywanych podczas poznawania kreacji innych nagrań, za każdym razem budząc moje uznanie. Nic dziwnego – to prawdziwe arcydzieło, wymagające poważnego podejścia, szacunku i niezwykle starannego przygotowania. Sądzę, że interpretacja Tria Olivera Schnydera jest chyba najbardziej inspirująca i najbardziej trafia mi do przekonania z powodu ogromnego ładunku emocjonalnego, jaki wprost emanuje z interpretacji. Wprost kipi w niej od emocji, rozgrzanych do czerwoności, przy czym sam początek pierwszej części (Moderato assai), bolesny wstęp grany przez skrzypce w tonie lamentu nad stratą ukochanej osoby, wkrótce przemienia się z prawdziwy epicki poemat z udziałem skrzypiec, wiolonczeli i fortepianu, ze szczególnie istotną (i trudną technicznie) partią tego ostatniego. Chwile rozpogodzenia przynosi słodko-gorzkie Allegro ma non agitato, przypominające podobne fragmenty muzyki Johannesa Brahmsa, z dramatycznym epizodem na końcu, zaś ognisty Finał w tempie Presto jest wieńczy całość w imponującym stylu, wystawiając wykonawców na kolejne zmagania z duchem i materią dzieła. I choć kończy się w trybie dur, to jest owo „zwycięstwo” okupione półgodzinną intensywną walką emocji i nastrojów, przybierającą postać gry pełnej rozmachu, pasji i ekspresji. Trio Olivera Schnydera znakomicie się odnajduje w tym utworze, tworząc kreację niezapomnianą, porywającą siłą wyrazu i mistrzostwem muzyków. Za sprawą bardzo dobrej jakości dźwięku słychać szczegóły partytury i interpretacji, z wyrazistą i bogatą artykulacją i dynamiką na czele. Kompozycja mistrza Smetany, właściwego bohatera tegorocznego jubileuszu, znajduje tutaj jedną z najbardziej przekonujących i porywających reprezentacji fonograficznych. Wspaniałe wykonanie, dowodzące, że nie tylko Czesi rewelacyjnie grają swój rodzimy repertuar.
Również IV Trio e-moll op. 90 Antonína Dvořáka wzbudziło mój zachwyt, który, przyznać trzeba od razu, budzi za każdym razem, kiedy słyszę to piękne i natchnione dzieło o oryginalnej formie, czyli sześć miniatur o refleksyjno-tanecznym charakterze. Muszę jednak oddać sprawiedliwość znakomitemu wykonaniu zarejestrowanemu na płycie szwajcarskiej wytwórni. Dumki cieszą się ogromną popularnością, całkowicie zresztą zasłużenie, ale by wywarły jak najlepsze wrażenie, wymagają solidnej pracy i bardzo utalentowanych interpretatorów. Oba warunki zostały tutaj w pełni spełnione. Słuchając półgodzinnego dzieła, zdawać sobie można sprawę, jak rzetelnie i twórczo muzycy podeszli do odpowiedzialnego zadania, jak wieloma szczegółami musieli się zajmować, jak bardzo wypieszczali każdy niuans w zakresie brzmienia, głośności czy wydobycia dźwięku, a okazji do tego jest w partyturze sporo, by całość zabrzmiała w pełnej krasie. Również tutaj młodzi artyści znajdują fenomenalne pole do popisu: ich temperament i wirtuozeria, słyszane już w genialnym Triu g-moll Bedřicha Smetany, uzupełnia wyjątkowa wrażliwość i szczerość. Okazji do pogodzenia przysłowiowego ognia z wodą nie brakuje, co wynika z konstrukcji każdej z sześciu części, przeplatającej wolne, zadumane i pełne wyrazu fragmenty z żywiołowymi, utrzymanymi w szybkim tempie o charakterze tanecznym. O dziwo, geniusz kompozytora sprawił, że tak nietypowy pomysł funkcjonuje, i to znakomicie, wywołując entuzjazm kolejnych pokoleń słuchaczy, poznających to cudowne i przemawiające do wyobraźni każdego arcydzieło. Poszczególne odcinki zachwycają z jednej strony niesamowitą delikatnością i intymnością, z drugiej zaś oszałamiają rysem wirtuozowskim, błyskotliwą rytmiką i bardzo, ale to bardzo słowiańskim nastrojem. Wszystkie trzy instrumenty mają okazję do zaprezentowania w pełni swojego technicznego i wyrazowego potencjału, ale wydaje mi się, że szczególnym sentymentem Antonín Dvořák obdarzył tutaj wiolonczelę. Często to właśnie ona eksponuje główne, przepiękne skądinąd, melodie, ale nie oznacza to, że skrzypce i fortepian pełnią rolę poboczną. Wręcz przeciwnie – znaczenia ich partii jest równie ważne, zaś całość przybiera formę wyjątkowo spójnej i atrakcyjnej brzmieniowo całości. W wersji Olivera Schnydera, Andreasa Janke i Benjamina Nyffeneggera Dumki zachwycają od początku do końca. Czeka mnie co najmniej jeszcze jedno spotkanie z identycznie ułożonym repertuarem na dysku innego zagranicznego wydawcy, ale nie sądzę, że kontakt z alternatywnym wykonaniem zmieni mój zachwyt nad spektakularnym osiągnięciem szwajcarskich artystów. Jestem absolutnie pewien, że do tego nagrania będę bardzo często wracać.
Znakomity repertuar – arcydzieła czeskiej kameralistyki, bardzo dobra jakość dźwięku o odpowiednim balansie i czytelności, a także naprawdę porywające i efektowne wykonanie sprawiają, że słuchanie albumu wytwórni Prospero dostarczy wielu wrażeń miłośnikom muzyki instrumentalnej w najlepszym możliwym wydaniu.
Płytomaniak
Bohemian Rapsodies
Bedřich Smetana – Trio fortepianowe g-moll op. 15 • Antonín Dvořák – Trio fortepianowe nr 4 e-moll op. 90, „Dumki”
Oliver Schnyder Trio - Andreas Janke (skrzypce); Benjamnin Nyffenegger (wiolonczela); Oliver Schnyder (fortepian)
Prospero Classics PROSP 0033 • w. 2022, n. 2020 • CD, 60'11” ●●●●●●
Nagranie w formie fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez wydawcę, wytwórnię Prospero Classics. Jej polski dystrybutor tradycyjnie nie przyczynił się w żaden sposób ani do uzyskania materiału do recenzji, ani do opublikowania tejże na stronie.
Komentarze
Prześlij komentarz