Nikolaus Harnoncourt i ostatni koncert - w Zurychu.
Zaczęliśmy ostatnio wspominać wybitnych artystów, którzy odeszli, zróbmy to więc jeszcze raz, choć pora w kalendarzu nie wskazuje na listopad, typowy miesiąc pamięci, lecz na lipiec i wrażenia spisywane na bieżąco przez niżej podpisanego podczas słuchania różnych nagrań. O ile postać z poprzedniej recenzji (Martin Ballý) mogła być dla wielu czytelników mało znana, o tyle w przypadku Nikolasa Harnoncourta (1929-2016) takie niebezpieczeństwo nie grozi, mowa jest bowiem o jednym z najsłynniejszych muzyków ubiegłego stulecia, realizującego się na kilku ważnych polach: najpierw wiolonczelisty wywodzącego się z Wiedeńskich Filharmoników, następnie badacza muzycznej przeszłości i zapalonego propagatora odpowiednich praktyk wykonawczych, założyciela Concentus Musikus, jednej z pierwszych (1953) grup koncentrujących się na odwzorowaniu stylu i instrumentarium dawnych epok, następnie poważanego, aczkolwiek budzącego różne emocje dyrygenta, współpracującego z wybranymi, najświetniejszymi in...