Płytowa rekomendacja nie tylko na rocznicę śmierci Mistrza (A. Dvořáka).
Dużo będzie się działo wokół muzyki czeskiej w nadchodzącym miesiącu, sygnowanym imponującym wydarzeniem, jakim jest niewątpliwie każdoroczna edycja festiwalu Praska Wiosna, tymczasem niniejszy wpis inspirowany jest wydarzeniem z dalekiej przeszłości i o diametralnie odmiennym od radosnego i uroczystego charakterze. 1. maja 1904 roku zmarł w w wieku 63 lat Antonín Dvořák, co skłoniło Płytomaniaka do przesłuchania ulubionych nagrań Mistrza, wśród których nie mogło zabraknąć znanej, lubianej i niezwykle popularnej IX Symfonii e-moll op. 95. Powiedzieć, że należy do żelaznego repertuaru czeskich i zagranicznych orkiestr i filharmonii, to za mało, jest również jedną z najczęściej nagrywanych kompozycji muzyki klasycznej, a jej dyskografia pęka w szwach, obejmując zarówno rejestracje na płytach winylowych, kompaktowych oraz w wersji cyfrowej, popularnej w ostatnich latach. To wszystko dowodzi uwielbienia publiczności i wykonawców dla utworu, datujących się zresztą od triumfalnej premiery w Nowym Jorku 16. grudnia 1893 r.
Niniejszy tekst nie jest analizą samego dzieła, lecz jedynie wskazaniem na jedno z ciekawszych, a w moim przekonaniu, najwybitniejszych nagrań IX Symfonii, które, co ciekawe, stosunkowo rzadko pojawia się we wszelkich rankingach najlepszych fonograficznych wersji utworu. Oczywiście, ile głów, tyle opinii, i każdy ze słuchaczy oraz krytyków ma swoich faworytów, wśród których od ponad 60 lat pojawiają się generalnie te same sławne nazwiska. W takich rankingach nie zabrakło również wątku polskiego, w postaci Witolda Rowickiego, którego znaczącym osiągnięciem stało się nagranie wszystkich Symfonii Dvořáka z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną dla nieistniejącej już wytwórni Philips w latach 1965-1972. Nie brakuje zdań, że najwybitniejsze kreacje Dziewiątej pochodzą z podobnych, szeroko zakrojonych przedsięwzięć, czyli kompletów dzieł tego gatunku, w liczbie około 20. Padają tutaj przykłady aktów dyrygenckich np. Rafaela Kubelíka, Václava Neumanna, Libora Peška, Istvána Kertésza, Neeme Järviego, Jiřího Bělohlávka czy Zdeňka Košlera. Są jednak teorie odwrotne, wskazujące na wielkie kreacje mistrzów batuty, którzy ani nie wykonywali, ani nie nagrali wszystkich dziewięciu pozycji czeskiego mistrza, co też ma swoje potwierdzenie zarówno w bogatej dyskografii, jaki i mniej lub bardziej fachowych dyskusjach. Nie sposób tutaj pominąć takich sław, jak Arturo Toscanini, Fritz Reiner, George Szell, Eugene Ormandy, Antal Dorati, Karl Böhm, Ferenc Fricsay, Otto Klemperer, Karel Ančerl, Leonard Bernstein, Herbert von Karajan, Georg Solti, Colin Davis, Claudio Abbado, Lorin Maazel, Zubin Mehta, Carlo Maria Giulini czy Riccardo Muti – prawdziwa (ograniczona ilościowo) galeria największych batut XX wieku!
Nie udzielę ostatecznej odpowiedzi, czyja kreacja jest w moim prywatnym rankingu tą najwybitniejszą i najbardziej spektakularną, ale pozwolę sobie wspomnieć o nagraniu, które z pewnością mogę zaliczyć do najbardziej przekonujących i wartościowych w bogatej dyskografii Symfonii „Z Nowego Świata”. Szkoda, że należy do mniej znanych i słabiej obecnych w powszechnej świadomości osiągnięć orkiestry Staatskapelle Berlin i jej wieloletniego szefa, wielkiego niemieckiego dyrygenta Otmara Suitnera (1922-2010), którzy zarejestrowali w latach 1977-1981 wszystkie dziewięć pozycji. Ostatnia z nich, będąca tematem mojego wpisu, została nagrana na przełowmie marca i kwietnia 1978 roku i od tamtej pory była wydawana przez działającą w ówczesnej NRD wytwórnię Eterna (Deutsche Schallplatten), a następnie przez spadkobiercę tamtych – Berlin Classics. Obecnie jest dostępne bodajże tylko w katalogu specjalizującej się w reedycjach firmie Brilliant Classics, co polecam pod rozwagę tym melomanom, którzy poszukują interpretacji więcej niż solidnych – wybitnych i niemających słabych punktów. Do takich należą kreacje Otmara Suitnera Staatskapelle Berlin, którzy czuli się dobrze zarówno w wielkiej symfonice, jak i operze. Paradoksem historii muzyki jest fakt, że kiedy uwaga świata i melomanów przez dekady zwrócona była na Filharmoników Berlińskich i Herberta von Karajana, po drugiej stronie muru berlińskiego działa orkiestra pod dyrekcją artysty, który w niczym nie ustępował sławniejszemu koledze pod względem talentu czy pracowitości. Można się o tym przekonać nie tylko podczas słuchania znakomitych kreacji Symfonii Antonína Dvořáka czy Ludwiga van Beethovena, ale także płytowych wersji Salome, Uprowadzenia z seraju, Czarodziejskiego fletu czy Wesela Figara, śpiewanego co prawda po niemiecku, ale za to jak!
Zarejestrowana wiosną 1978 roku Dziewiąta jest jedną z najlepszych dostępnych obecnie na kompaktach. Słucham jej za każdym razem z przyjemnością, podekscytowaniem i w pełni usatysfakcjonowany, nawet i teraz, upamiętniając na swój własny sposób rocznicę śmierci jej autora. Powolny wstęp (Adagio) nie rozwleka się niepotrzebnie, świadcząc o doskonałym wyczuciu czasu i umiejętności prowadzenia narracji przez dyrygenta, płynnie przechodząc w dramatyczną i pełną życia część pierwszą (Allegro molto), pokazującą od początku do końca potencjał orkiestry i świetnie dysponowaną sekcję blachy, mającej sporo do powiedzenia w kulminacjach. Mile zaskakuje powtórzenie ekspozycji, ale dość szybkie, ale perfekcyjnie dostosowane tempa nie wydłużają nadmiernie czasu trwania ani tego ogniwa, ani całości, zamykającej się w około 42 minutach. Przepiękne Largo odznacza się podobnymi zaletami: nie brak mu jednak potrzebnego oddechu, piękna i głębi, zaś gra instrumentów dętych, ze słynną solówką rożka angielskiego, wzbudza przyśpieszone bicie serca. Żywioł rytmu i dynamiki panuje w brawurowo zaprojektowanych i wykonanym Scherzu, gdzie dyscyplina i precyzja gry berlińskich muzyków wystawia im jak najlepsze świadectwo. Wspaniałym zwieńczeniem kreacji żywej i poruszającej odbiorcę jest dramatyczny Finał, gdzie Otmar Suitner daje prawdziwy popis sztuki dyrygenckiej. Jest tu i wyczucie rytmiki, zwłaszcza w krytycznie ważnej dla muzyki Czecha linii basowej, i umiejętne posługiwanie się sekcjami, i doskonały dobór temp, i umiejętnie stopniowanie napięcie, prowadzące do ostatniej kulminacji, a następnie do zamierającego w pianissimo akordu, co stanowi formalną i wyrazową klamrę spinającą całe dzieło, ponieważ na początku pierwszej części również z ciszy wyłaniają się pierwsze dźwięki smyczków. Całość przykuwa uwagę od początku do końca, nie ma tu nawet najmniejszych śladów rutyny czy słabości, a na dodatek mimo czasu swojego powstania odznacza się bardzo dobrą jakością dźwięku, wyrównanego, ciepłego, czytelnego, co jest zasługą wybornej akustyki studia Kościoła pw. Chrystusa Króla (ale innego, niż tego, w którym powstawały nagrania wytwórni Deutsche Grammophon!). Transfer materiału z oryginalnej płyty winylowej na kompakt jest tutaj wręcz przykładowy w najlepszym sensie słowa.
Podsumowując swoje rozważania, mogę z pełnym przekonaniem stwierdzić, że wykonanie Symfonii „Z Nowgo Świata” Staatskapelle Berlin i Otmara Suitnera z powodzeniem może się mierzyć z bardziej sławnymi wersjami utytułowanych i głośnych nazwisk, których przykłady zamieściłem we wcześniejszym akapicie. Jest w pełni przekonujące pod względem interpretacji, a także realizacji technicznej, co sprawia, że jego słuchanie za każdym razem dostarcza mi sporo przeżyć najwyżej miary – nie tylko w rocznicę śmierci kompozytora. Miłośnikom twórczości Antonína Dvořáka polecam bez najmniejszego wahania jako wielkie osiągnięcie artystyczne niemieckich muzyków, a jeśli sama Dziewiąta nie wystarczy, to mamy do czynienia z całym kompletem bardzo dobrze zagranych i nagranych Symfonii. Szukać, póki nie zniknie z rynku, najlepiej w katalogu Brilliant Classics. Satysfakcja gwarantowana!
Płytomaniak
Antonín Dvořák
Symfonia nr 9 e-moll „Z Nowego Świata” op. 95
Staatskapelle Berlin • Otmar Suitner, dyrygent
Deutsche Schallplatten 35TC-3 • w. 1983, n. 1978 • CD, 41'56” ●●●●●●
Komentarze
Prześlij komentarz