Głęboka emocjonalna podróż - z muzyką Alfreda Schnittkego.
O mało którym utworze mógłbym powiedzieć to samo, co kilka lat temu wyraziłem przy okazji refleksji nad nagraniem VI Symfonii Piotra Czajkowskiego, tym bardziej, że i tutaj mamy do czynienia z muzyką rosyjską, autorstwa kompozytora, który jak na razie dość rzadko gościł w moich recenzjach. „Muzyka życia, muzyka śmierci” - nie ma w tym żadnej przesady, jeśli poznamy bliżej okoliczności powstania I Koncertu wiolonczelowego Alfreda Schnittkego (1934-1988). W 1985 roku, podczas pracy nad nim, kompozytor doznał poważnego zawału, jego serce przestało bić, i jak sam się wyraził, „był tam trzy razy”. Pozostawał niemalże zupełnie nieprzytomny blisko trzy tygodnie, balansując na granicy nieodwracalnego. „Myślałem, że jeśli w końcu ujdę z życiem, będzie to tak cudowne, że nie będzie miało znaczenia, czy będę mógł się ruszać i znowu pracować. Ale dzięki Bogu w końcu zacząłem się ruszać i znowu pracować”.
Rezultatem rekonwalescencji, wiary, siły woli oraz stopniowego powrotu do sprawności stał się datowany na lata 1985-1986 I Koncert na wiolonczelę i orkiestrę, stanowiący wielki wkład autora w literaturę gatunku XX wieku, zawierającego przede wszystkim słynne dzieła Dymitra Szostakowicza czy Sergiusza Prokofiewa. Zadedykowany wybitnej rosyjskiej wirtuozce, Natalii Gutman, jest utworem niezwykłym. Początkowo planowany w typowej trzyczęściowej formie, powiększył się ostatecznie o czwartą, najważniejszą z punktu widzenia kompozytora. Utwór oszałamia także sporymi rozmiarami czasowymi, wynoszącymi z reguły około trzech kwadransów, ujawnia też misterną strukturę w postaci zakamuflowanych cytatów i odniesień do twórczości innych kompozytorów – Johannesa Brahmsa, Dymitra Szostakowicza czy Jana Sebastiana Bacha, jak również do tragicznego wydarzenia, stojącego u jego zarania. W pewnym momencie pod koniec słychać 20 dźwięków w najwyższym rejestrze wiolonczeli na tle kontemplacyjnego, wyrazistego akompaniamentu orkiestry, co symbolizuje okres pozostawania w śpiączce, po wybudzeniu z której „został mu dany” nieplanowany, ale włączony do wcześniejszych trzech ogniw Finał o fundamentalnym znaczeniu dla architektury i przesłania kompozycji. Przede wszystkim jednak I Koncert intryguje ogromną siłą wyrazu i autentycznością przeżycia, stanowiąc niewątpliwe wyzwanie techniczne i interpretacyjne dla muzyków oraz poznawcze – dla melomanów.
Przedstawiam najnowsze nagranie utworu, istniejące jak na razie wyłącznie jako produkt cyfrowy, zawierającego zapis „żywego” wykonania z września 2023 roku, mającego miejsce w Lipsku z udziałem międzynarodowego grona wykonawców. Urodzony w Izraelu, ale związany z USA i Kanadą wiolonczelista Matt Haimovitz doskonale orientuje się w muzyce XX i XXI wieku, sięgając po dzieła mniej lub bardziej znanych mistrzów, podobnie jak doświadczony amerykański dyrygent Dennis Russel Davies, stojący obecnie na czele Orkiestry Symfonicznej Radia Lipskiego, znającej z praktyki – również w poprzednim ustroju - dzieł kompozytorów rosyjskich i radzieckich, nie tylko samego Alfreda Schnittkego, ale także Dymitra Szostakowicza. Dodam, że fakt obcowania z nagraniem „live” nie przynosi tutaj żadnych negatywnych elementów, całość pod względem realizacji technicznej przygotowana jest wyśmienicie, dowodząc zarówno bardzo dobrej dyspozycji wykonawców, jak i wytężonej pracy specjalistów od dźwięku. Owa okoliczność jest niezwykle istotna, albowiem słuchanie utworu jednego z najbardziej znaczących kompozytorów XX wieku, posługującego się najrozmaitszymi środkami swojej sztuki, ma większe szanse powodzenia i zdobycia uznania, jeśli jest zasługą kreacji przemawiającej do emocji odbiorcy, a na dodatek interesującej lub atrakcyjnej pod względem czysto brzmieniowym.
Z taką mamy do czynienia w przypadku nagrania cyfrowego wytwórni Pentatone. Jest to kreacja monumentalna pod względem czasowym, wybijająca się spośród wszystkich dotychczasowych nagrań I Koncertu – zawiera się bowiem w 52 minutach, wystawiając słuchacza, zwłaszcza nienawykłego do awangardy, na trudną próbę cierpliwości i percepcji. Dość powiedzieć, że sam Alfred Schnittke nie ułatwił zadania słuchaczom, bowiem utwór stanowią trzy szeroko zakrojone ogniwa noszące określenia tempa umiarkowanego lub wolnego, trwające z osobna po kilkanaście minut, jedynie trzecie w kolejności Allegro vivace, zamykające się w niespełna czterech i pół minucie, jest swoistym przerywnikiem od muzyki trudnej w odbiorze, pełnej wyrazu, ciężkiej, mrocznej i powolnej – dość powiedzieć, że pierwsza część trwa ponad 19 minut, będąc tak naprawdę „symfonią samą w sobie”, by użyć określenia idealnie odnoszącego się do centralnego miejsca w V Symfonii Gustawa Mahlera. Nie każdemu to przypadnie do gustu, lecz mnie taki sposób prowadzenia narracji i ukształtowania formy odpowiada i przekonuje, ponieważ nie odczuwałem większych trudności przy śledzeniu rozwijającej się powoli i boleśnie muzycznej materii, co nie zawsze jest możliwe w innych wersjach, krótszych o kilka, albo – o zgrozo! - o kilkanaście minut. Nie sądzę, by tego rodzaju „przyśpieszenie” przysłużyło się dziełu i jego głębi, ale każdy ma prawo do własnych opinii, w tym do niepodzielania mojej. Przy maksymalnej koncentracji jednak udaje się w pełni dostrzec nie tylko kompleksowość ściśle muzycznej struktury I Koncertu, ale przede wszystkim jego zawartość emocjonalną, która jest naprawdę wyjątkowa. Jest to zasługą doskonałej współpracy między solistą, dyrygentem i orkiestrą, w ich wykonaniu czuć ogrom pracy nad oddaniem intencji kompozytora, a także przekonanie o wielkości samego dzieła, co do którego nie ma chyba najmniejszej wątpliwości. Jeśli tylko słuchacz przezwycięży trudności związane zarówno z nieśpieszną narracją, jak i użyciem wiolonczeli we wszystkich rejestrach na najrozmaitsze sposoby, ma spore szanse na odkrycie muzyki przejmującej, traktującej o sprawach najważniejszych i wybijającej się w repertuarze za sprawą dramatycznych okoliczności powstania. Matt Haimovitz wykonuje najeżoną trudnościami partię z imponującym wyczuciem i wirtuozerią, posługuje się instrumentem o ciepłym i wyraźnym brzmieniu, znajdując godnych partnerów w orkiestrze i dyrygencie, prowadzącym ją mimo zaawansowanego wieku z pasją i znawstwem, godnymi mistrza interpretacji dwudziestowiecznego repertuaru i znawcy twórczości Schnittkego w jednym. Na mnie osobiście prezentowana kreacja wywarła spore wrażenie, ale nie jestem pewny, czy będę do niej wracać często, chyba wyłącznie na specjalne i rzadkie okazje. Nie z powodu jakichś braków, bo utrzymana jest na wysokim poziomie technicznym i artystycznym, które mnie przekonały, lecz ze względu na kontakt z muzyką o ogromnym ładunku emocji i treści przyprawiającej o oszołomienie z powodu różnorodności środków technicznych i stylistycznych zastosowanych przez kompozytora, łączącego wirtuozowskie i pełne ekspresji monologi wiolonczeli z efektownymi kulminacjami orkiestry o bardzo rozbudowanej obsadzie w ramach długiej i bardzo emocjonalnej podróży od mroku ku światłu. Grafika uzupełniająca nagranie w pełni wpisuje się w powyższy kontekst, nadając całemu przedsięwzięciu charakter spójnej, przemyślanej i konsekwentnie zrealizowanej artystycznej wizji, zasługującej na poznanie i uznanie.
Dla miłośników instrumentu i awangardowej twórczości XX wieku będzie to zachęta do własnej oceny jednego z największych arcydzieł w literaturze gatunku, dla początkujących melomanów – niewątpliwie znaczne wyzwanie, zmuszające nie tylko do pełnej koncentracji podczas odbioru, co w ostatecznym efekcie naprawdę się opłaci, ale również refleksji nad kruchością ludzkiego bytu, o czym przekonał się sam Alfred Schnittke na trzy lata przed swoim ostatecznym i przedwczesnym odejściem. Jego I Koncert wiolonczelowy w tak poważnym, skupionym i przejmującym wykonaniu jest prawdziwą „muzyką życia, muzyką śmierci”. Wstrząsającą.
Płytomaniak
Alfred Schnittke
Koncert na wiolonczelę i orkiestrę nr 1
Matt Haimovitz, wiolonczela • MDR Leipzig Radio Symphony Orchestra • Dennis Russel Davies, dyrygent
Pentatone PTC 5187 342 • w. 2025, n. 2023 • DR (Digital Release), 52'12” ●●●●○○
Komentarze
Prześlij komentarz