Przegląd nagrań Orkiestry Concertgebouw (17) - Mariss Jansons i R. Strauss (1).

 


Niniejsze nagranie, choć pochodzące sprzed dwudziestu lat, potwierdza, że w naszych czasach można doświadczać wielkich wykonań i nagrań żelaznego repertuaru, jakie stały się udziałem kreacji określanych już z dzisiejszego punktu widzenia mianem historycznych, a więc pochodzących sprzed co najmniej kilku dekad. Sięgam, z niekłamaną satysfakcją, po kolejny album RCO Live, fonograficznej agendy Orkiestry Concertgebouw w Amsterdamie, dokumentującej swoje koncerty z udziałem swoich naczelnych oraz gościnnych dyrygentów, o czym pisałem już przy wielu innych okazjach (można sprawdzić w archiwum). Tym razem przedstawiam dysk z zapisem występów zespołu z września i października 2007 roku, podczas których wykonano dwie, cieszące się zawsze ogromnym uznaniem publiczności kompozycje: poemat symfoniczny Don Juan op. 20 oraz Symfonię Alpejską op. 64 Ryszarda Straussa.

W owym czasie amsterdamska publiczność była świadkiem wielu znakomitych występów swojej „królewskiej” orkiestry, na czele której stał od roku 2004 Mariss Jansons, dzielący od wtedy praktycznie aż do końca swojej działalności artystycznej obowiązki głównego dyrygenta i w stolicy Holandii, i w stolicy Bawarii, co przekładało się na bogatą dyskografię z udziałem obu znakomitych formacji, ale skutkowało także dublowaniem się repertuaru artysty. Również w przypadku twórczości Richarda Straussa mamy alternatywne nagrania, z reguły dokonane na żywo, i z Amsterdamu, i z Monachium, stanowiąc ciekawy przykład porównań poszczególnych interpretacji i doszukiwania się w nich podobieństw i różnic. Ma to oczywiście swoje wady, głównie dla niektórych krytyków, jak i zalety, przede wszystkim dla melomanów, którzy nie mogą narzekać na dostępność płyt z udziałem lubianego i cenionego mistrza batuty oraz dwóch orkiestr ze ścisłej europejskiej czołówki. Jak mówi przysłowie: dobrego nigdy za wiele!

Ja skupię się na opisie swoich wrażeń odniesionych podczas słuchania dysku RCO Live – jednego z najlepszych, jakie miałem okazję poznać (dzięki uprzejmości osób z działu promocji samej orkiestry; oficjalny dystrybutor tego wydawcy nie zaszczycił mnie jak dotąd ani razu jej publikacjami). Pierwsza pozycja programu krążka, czyli poemat symfoniczny Don Juan, wprawia w najlepszy możliwy nastrój, obiecując wielbicielowi wielkiej symfoniki naprawdę sporo wrażeń. Mariss Jansons prowadzi go z prawdziwą brawurą, wybiera dość szybkie tempa, nadając dziełu blask i wyjątkowo przekonującą energię, o czym świadczy przede wszystkim dynamiczny temat główny i jego przekształcenia w przebiegu całego utworu. Nie zapomina także o odpowiednio uwodzicielskim, wyrażonym bardziej subtelnymi środkami, oddawaniu miłosnych zapędów tytułowego bohatera, co sprawia, że narracja jest żywa i wciągająca, a dynamizm interpretacji jest równie spektakularny, co ekspresyjne fragmenty utrzymane we spokojnym tempie. I choć na samym początku można się przekonać, że wymagania stawiane instrumentalistom przez kompozytora są spore (trąbki), to Orkiestra Concertgebouw z upływającymi minutami brzmi coraz lepiej, pokazując swoje wspaniałe zgranie i kulturę wykonawczą rodem prosto z muzycznej bajki. Można (i trzeba) zwrócić uwagę nie tylko na fenomenalną biegłość techniczną smyczków, ale i na piękno i liryzm solówek oboju czy klarnetu w głównym lirycznym temacie dzieła, w kulminacjach zaś fantastycznie prezentuje się sekcja blachy i perkusji z imponującymi uderzeniami w talerze. Słuchanie jednego z najbardziej wirtuozowskich utworów skomponowanych na wielką orkiestrę symfoniczną jest tutaj prawdziwą rozkoszą estetyczną i dźwiękową, a jeśli tak dobrze dysponowany zespół ma do dyspozycji artysta klasy Marissa Jansonsa, jesteśmy świadkami naprawdę wybitnej, przemawiającej od początku do końca kreacji, zasługującej na upamiętnienie na dysku. Dobrze się zatem stało, że wspaniale i energicznie brzmiący Don Juan znalazł się na jednej z kolejnych płyt RCO Live.

Również druga pozycja programu przyniosła spełnienie muzycznych marzeń melomanów – wielbicieli wielkich interpretacji. Symfonia Alpejska jest dziełem napisanym na ogromną obsadę instrumentalną, jeszcze większą, niż ta „standardowa” późno-romantyczna u Don Juana, stanowi również spore wyzwanie dla wykonawców i słuchaczy pod względem sporych rozmiarów i formy odbiegającej od dzieł tego gatunku, bowiem nie mamy tutaj kilku większych całości, ale łącznie 22 krótsze lub dłuższe epizody, układające się w kalejdoskopową, programową opowieść – muzyczną ilustrację wycieczki w góry. Trudności interpretacyjnych zatem sporo, konkurencja w postaci nagrań liczna, również za sprawą wcześniejszych dokonań Orkiestry Concertgebouw i jej wcześniejszych szefów (Bernard Haitink, Philips), ale wersja Marissa Jansonsa jest jedną z najbardziej spektakularnych i przekonujących w fonografii. Świetnie dobrane tempa stanowią bardzo mocny fundament wykonania, co sprawia, że całość nie jest ani rozwleczona, ani zagoniona aż do granic przesady, co niestety się zdarzało w przeszłości naprawdę wybitnym kapelmistrzom. Narracja poprowadzona jest znakomicie, nie mamy tutaj fragmentów brzmiących nijako lub bez sensu, wszystko rozwija się logicznie i płynnie prowadzi do kolejnych odcinków, w których pole do popisu mają fantastycznie dysponowane poszczególne sekcje instrumentalne zespołu. Już na samym początku można doświadczyć starannie zrealizowanej gradacji dynamiki od ledwo słyszalnego pianissimo po blask i potęgę dźwięku pierwszej kulminacji całej obsady ze szczególną rolą blachy i perkusji, a także pięknie, soczyście brzmiących waltorni, z których amsterdamska formacja może być naprawdę dumna. Symfonia Alpejska przybiera tutaj wyjątkowo spektakularną zewnętrznie, ale przede wszystkim spójną i logiczną postać. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że dyrygent ma do niej również określony stosunek emocjonalny. Z nagrania tchnie prawdziwa pasja Marissa Jansonsa, wręcz miłość do muzyki Ryszarda Straussa, co przybiera formę niezwykle atmosferycznej, nastrojowej, zróżnicowanej wyrazowo kreacji utworu. Jest tak wartościowa i przykuwająca uwagę, że nie sposób się od niej oderwać ani na chwilę przez 51 minut czasu trwania, doceniając zarówno kunszt kompozytora w operowaniu ogromnym składem, jak i mistrzostwo wykonawcze orkiestry i jej szefa.

Bez wahania uznaję prezentowany dysk także za jeden z najbardziej udanych w dorobku samego Marissa Jansonsa, który znał dobrze i rozumiał muzykę Ryszarda Straussa, o czym świadczą znakomicie przyjęte przez holenderską publiczność koncerty z jesieni 2007 roku i fakt istnienia bodajże trzech różnych nagrań Symfonii Alpejskiej w jego dyskografii (włącznie z niniejszym). Niech nas nie zwodzi dość odległa kalendarzowa perspektywa; wykonania obu dzieł są tak porywające i świeże, że zachowują swoją atrakcyjność nawet po dwóch dekadach, a w międzyczasie nie doczekały się godnej siebie konkurencji, choć śmiałków mierzących się z partyturami niemieckiego mistrza nie brakowało (Daniel Harding, Andriss Nelsons, Wasyl Pietrenko). Ich wartość potęguje bardzo dobra realizacja techniczna nagrania, co w przypadku tak bogato zinstrumentowanych pozycji jest nie tylko oczywistością, ale wręcz obowiązkiem dla każdej wytwórni. Daję zatem kolejny plus wydawcy za staranne i profesjonalne przygotowanie materiału do publikacji. Jego końcowa postać jest satysfakcjonująca pod każdym możliwym względem – to prawdziwa gratka dla melomanów, kolekcjonerów płyt i wielbicieli twórczości Ryszarda Straussa.


Płytomaniak


Richard Strauss

Don Juan op. 20; Eine Alpensinfonie op. 64

Royal Concertgebouw Orchestra • Mariss Jansons, dyrygent

RCO Live RCO08006 • w. 2008, n. 2007 • SACD, 70'22” ●●●●●●

Nagranie w wersji fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez wydawcę, RCO Live – fonograficzną agendę Orkiestry Concertgebouw w Amsterdamie.

Komentarze