Ostatnia symfonia - ostatnie nagranie Herberta von Karajana.

 


Kolejna już recenzja z nurtu „wspomnieniowego”, również poświęcona wybitnej postaci życia muzycznego i żelaznemu repertuarowi symfonicznemu. Ostatnio opisywałem ostatni koncert Nikolasa Harnoncourta w Zurychu w postaci pięknego albumu wytwórni Prospero Classical, tym razem jednak sięgam po nagranie doskonale obecne w świadomości krytyki i melomanów, od swojej premiery rynkowej w 1990 roku będące punktem odniesienia w dyskografii twórczości Antona Brucknera. Okazja jest szczególna – dziś właśnie przypada 37. rocznica śmierci Herberta von Karajana, jednego z najsławniejszych dyrygentów XX wieku, bez którego nie sposób wyobrazić sobie przemysłu fonograficznego, którego był entuzjastą, co przyniosło w efekcie płytowy dorobek artysty nieporównywalny z nikim innym – wyjątkowy na skalę światową. Można z niego czerpać i doceniać bogactwo oraz zróżnicowanie, dostrzegać produkcje wybitne, jak i mniej udane, ale nie sposób przejść obojętnie wobec kilkuset płyt, nagranych przez artystę w ciągu kilkudziesięciu lat swojej fascynującej kariery.

Ponieważ okazja jest szczególna, czyli wspomnienie wyjątkowego artysty w kolejną rocznicę śmierci, nie może być dziełem przypadku wybór nagrania, które mógłbym zaprezentować – VII Symfonia E-dur Antona Brucknera, zarejestrowana w kwietniu 1989 roku z Filharmonikami Wiedeńskimi, zespołem, w stronę którego maestro zwracał się w ostatnich latach swojego długiego życia najczęściej. Wynikało to m.in. ze znacznego pogorszenia się relacji artysty z ich berlińskimi kolegami, na czele których stał oficjalnie od roku 1954, a więc równo 35 lat. Mało kto tak naprawdę wie, że „dyrygent Herbert von Karajan, który jako ostatni miał zagwarantowaną dożywotnią kontrolę nad orkiestrą światowego formatu, wypowiedział tej orkiestrze umowę. Nieodwołalnie”. Zrobił to pod koniec tego samego kwietnia, w którym powstało ostatnie, jak się miało okazać, nagranie studyjne. „Jego lista nie była jeszcze zamknięta. Wypowiedziane przez niego zdanie, że wolałby urodzić się dziesięć lat później, ciągle jeszcze było aktualne. Chciałby muzykować jeszcze i dwadzieścia lat” - tak o owym momencie pisał Franz Endler (Karajan. Biografia. Felberg SJA, Warszawa 1999).

Nagranie VII Symfonii Antona Brucknera, opublikowane przez wytwórnię Deutsche Grammophon, jest fascynującym świadectwem nie tylko pasji do nagrywania, jakiej hołdował od początku swojej kariery, ale także bezcennym dźwiękowym dokumentem, uwzględniającym skomplikowane realia ostatnich lat życia i zintensyfikowanie współpracy z najsłynniejszą austriacką orkiestrą. Formalnie nie miała i nadal nie ma „etatowego”, naczelnego szefa, ale w okresie, o którym mowa, był nim faktycznie Herbert von Karajan, a wcześniej, do roku 1981, Karl Böhm, mimo że Wiedeńscy Filharmonicy czerpali z doświadczeń i potencjału wielu najsłynniejszych mistrzów batuty, goszczących u nich na koncertach (Claudio Abbado, Lorin Maazel, Carlo Maria Giulini, Leonard Bernstein, James Levine). Potwierdza to również fakt zajmowania dożywotnio stanowiska „dyrektora koncertowego” tamtejszego Towarzystwa Przyjaciół Muzyki (Wiener Musikverein), które po 1989 roku nigdy nie zostało obsadzone.

Z czysto muzycznego i komercyjnego punktu widzenia nie ma mowy o żadnej taryfie ulgowej wobec omawianego tytułu, który cechuje się najwyższą jakością techniczną oraz artystyczną, czyli tym, na czym Herbertowi von Karajanowi zawsze zależało najbardziej. Istotnie, mamy do czynienia z jedną z najwspanialszych i najpiękniejszych kreacji płytowych VII Symfonii Brucknera. Wspaniale brzmiąca orkiestra z wycyzelowaną w najdrobniejszych szczegółach artykulacją i dynamiką, realizuje zamierzenia dyrygenta nie tylko z poczucia profesjonalnego obowiązku, ale i pasji oraz zrozumienia dla jego intencji. Jest w niej wiele elementów budzących zachwyt i uznanie. Imponująca równowaga między poszczególnymi sekcjami instrumentalnymi, którymi geniusz miary Karajana dokonuje prawdziwych cudów. Piękno i szlachetność brzmienia, o wyjątkowej intensywności, o czym świadczy wspaniały, melodyjny temat części pierwszej, grany przez wiolonczele. Jest tu i śpiewność, i namacalna romantyczna atmosfera, i mistrzostwo w konstruowaniu formy. Starannie dobrane tempa, idealnie charakteryzujące każde z czterech ogniw: już na samym początku udaje się właściwie oddać myśl główną oznaczoną jako Allegro moderato bez nadmiernego rozwlekania jej, dzięki czemu narracja zachowuje dramatyczny nerw i logikę. Jądro całej Symfonii, napisane w hołdzie dla Ryszarda Wagnera uduchowione Adagio, oddziałuje w pełni swoją siłą i głębią, zawierając się w doskonałych ramach czasowych (23 minuty), Scherzo z kolei pozwala poczuć słuchaczowi ogień i blask orkiestrowej potęgi, bez jakichkolwiek przerysowań w zakresie ekspresji. Nawet problematyczny Finał utrzymuje uwagę odbiorcy i nie pozwala mu na żadną dekoncentrację, zaś staranna i konsekwentna wizja artystyczna dyrygenta znajduje wspaniałą i logiczną kulminację w błyskotliwej kodzie. Jakość dźwięku jest bardzo dobra, co sprawia, że słuchanie omawianej interpretacji jest doznaniem najwyższej miary, zaś samo nagranie jest jednym z najbardziej udanych kreacji płytowych Siódmej. Nawet jeśli się zna i ceni dwie wcześniejsze wersje z udziałem Herberta von Karajana, zarejestrowane najpierw dla EMI Classics (1970), a potem dla Deutsche Grammophon (1975), to okoliczności związane z realizacją nadają płycie dodatkowy wymiar i sprawiają, że nie sposób nie docenić jej niewątpliwych zalet. 

Jest wiele wybitnych i przemawiających do serca wizji muzyki Antona Brucknera, ale prezentowane nagranie, będące tak naprawdę artystycznym testamentem jednego z najsłynniejszych mistrzów batuty ubiegłego stulecia, zachwyca autentycznością przekazu, spójnością artystyczną, mistrzostwem formalnym, a także pięknem i szlachetnością brzmienia dzięki realizacji technicznej na najwyższym poziomie. Nie bez powodu zajmuje jedno z czołowych pozycji w dyskografii poświęconej kompozytorowi. Niniejsza VII Symfonia to nie tylko świadectwo epoki wielkich dyrygentów z generacji, która odeszła już do historii, lecz nadal aktualny i fascynujący przykład wielkich osiągnięć Herberta von Karajana w dziedzinie sztuki interpretacji. Dobrze jest mieć prezentowane nagranie w swojej kolekcji. - i często po nie sięgać, ani razu nie narzekając na brak wrażeń.


Płytomaniak


Anton Bruckner

Symfonia nr 7 E-dur

Wiener Philharmoniker • Herbert von Karajan, dyrygent

Deutsche Grammophon 439 037-2 • w. 1990, n. 1989 • CD, 66'06” ●●●●●●

Recenzja dotyczy nagrania pochodzącego z własnej kolekcji autora i odbywa się bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony zarówno samej wytwórni, jak i jej polskiego dystrybutora, niezainteresowanych współpracą z Płytomaniakiem i promowaniem swoich nagrań na blogu.

Komentarze