Wspomnienie wybitnego artysty - Martin Ballý i Ars Trio.
O tym, że w archiwach ukryte są prawdziwe skarby wiadomo nie od dziś, ale Czeskie Radio można uznać pod tym względem za prawdziwą kopalnię, o czym świadczy wspaniały pod względem zawartości, lecz stosunkowo skromny edytorsko album wydany przez Supraphon, będący gratką dla miłośników muzyki instrumentalnej oraz kameralnej. Łączy je Martin Ballý – naprawdę wybitna, aczkolwiek mało u nas znana postać praskiego życia kulturalnego: urodzony w roku 1954 pianista, a także znakomity pedagog, u którego kształcili się chociażby tacy wirtuozi, jak Jan Bartoš czy Miroslav Sekera. Osoba o nadzwyczajnej osobowości i szerokich zainteresowaniach (pasjonat sztuk plastycznych i malarstwa), działający również jako kameralista, członek formacji Ars Trio, działającej w latach 1983-1992, w skład którego wchodziła również skrzypaczka Dana Vlachová, córka wybitnego skrzypka i dyrygenta Josefa Vlacha, a także wiolonczelista Jan Páleníček, wywodzący się ze kolejnej sławnej muzycznej rodziny. Ilość odniesień biograficznych do ważnych postaci życia muzycznego naszych południowych sąsiadów jest ogromna, o czym można się przekonać samemu, zgłębiając informacje o uczestniczących w nagraniu artystach, a zwłaszcza o fascynującym pianiście. Podobnie rzecz się ma z wartością prezentowanego wydawnictwa, składającego się z trzech kompaktów, które w zdecydowanej większości opierają się na archiwach Czeskiego Radia i jego licencji. Jedynie dwie pierwsze kompozycje zamieszczone na pierwszym kompakcie są reedycją oryginalnej płyty długogrającej wydanej w 1987 roku przez wytwórnię Panton.
O najwyższej jakości niniejszej publikacji, a także typwego dla sąsiadów z południa pasji do propagowania rodzimej twórczości świadczy fakt, że na dziesięć kompozycji tworzących program albumu aż osiem poświęconych jest muzyce czeskiej, wykonanej wprost fenomenalnie. Poświęćmy im chwilę uwagi. Mój zachwyt wzbudziły nagrania fundamentalnych dla dziejów gatunku dwóch pozycji, a mianowicie I Tria fortepianowego B-dur op. 21 oraz Dumek op. 90 Antonína Dvořáka, ważnych nie tylko w kontekście muzyki ojczystej, ale należących również do najwybitniejszych osiągnięć epoki romantyzmu i kameralistyki jako takiej. Muzycy Ars Trio czują się w nich jak przysłowiowa ryba w wodzie, ich gra to wręcz najwyższy stopień wykonawczej kultury, elegancji, rozumienia sensu utworów, a zwłaszcza ich narodowego czy szerzej pojętego, słowiańskiego charakteru, a także oddania ich najlepszymi środkami techniki budzącej podziw odbiorcy. Wspaniale dobrane tempa, zwrócenie uwagi na szczegóły, wyeksponowanie istotnego czynnika melodycznego czynią z tych kreacji prawdziwą muzyczną ucztę. O ile Dumki od dawna zasłużenie wzbudzają należyty entuzjazm, to ukryte niejako w cieniu I Trio B-dur w interpretacji czeskich artystów odkrywa swoje imponujące walory kolejnego kameralnego arcydzieła, które w niczym nie ustępuje późniejszej kompozycji. Słuchałem ich z prawdziwym zachwytem, ale poczułem żal, że mamy możliwości podziwiania wszystkich czterech utworów na ten skład skomponowanych przez czeskiego mistrza – w takim przypadku mielibyśmy genialną wręcz kreację wszystkich Triów fortepianowych Antonína Dvořáka, poszerzającą dyskografię o naprawdę wybitną pozycję.
To samo mógłbym powiedzieć o dziełach innych czeskich kompozytorów, których utwory wzbogacają niniejsze wydawnictwo pod względem repertuarowym. II Trio d-moll H 327 Bohuslava Martinů, jest, o dziwo, stosunkowo mało znane, podobnie jak pozostałe dwa, a przecież jest to znaczący wkład autora w gatunku. Jego nieobecność w powszechnej świadomości trudno zrozumieć: napisane w ostatniej dekadzie życia kompozytora, utrzymane jest w przystępnym, neoklasycznym stylu, na co wskazuje chociażby oznaczenie tonacji, niedługie rozmiary (17 minut), typowa trzyczęściowa architektura oraz liryczno-dramatyczny charakter. Ars Trio podchodzą do materii i formy utworu z respektem, dbając o wyważone, umiarkowane tempa, imponują kulturą wykonawczą, która jednakże nigdy nie przysłania bogatej i różnorodnej ekspresji, o czym można się przekonać słuchając po kolei dramatycznej części pierwszej (Allegro moderato), natchnionej i skupionej powolnej (Andante) oraz wyrazistego pod względem rytmicznym finału (Allegro). Podobne podejście można zaobserwować w przypadku Tria fortepianowego d-moll op. 27 Vítězslava Nováka. Z poprzednikiem łączy je identyczna tonacja oraz powaga wyrazu, różni zaś moment powstania (równo 50 lat), a także forma- swobodna, jednoczęściowa, zmieniająca się, co wpisuje się w tytułowy „balladowy” charakter. Wykonanie czeskich artystów intryguje powolniejszym niż zazwyczaj tempem, wydłużającym czas trwania całości o około półtorej do dwóch minut, co szczególnie dobrze słychać w niezwykle intensywnym początku dzieła, granym z reguły w innych interpretacjach z większą dozą dramatyzmu i energii, ale nie narusza to ani formy, ani nie wpływa negatywnie na odbiór, ponieważ wpisuje się w oczekiwania samego kompozytora (Andante tragico). Narracja jest poprowadzona starannie i zrozumiale, co nie jest w przypadku tej kompozycji oczywiste, zaś ogólny efekt jest zdecydowanie pozytywny i wpisuje się w kolejną udaną interpretację utworu, po który sięgają zarówno rodacy autora, jak i zagraniczni artyści. W katalogu wytworni Supraphon co prawda nie brak alternatywnych nagrań obu utworów, ale niniejsze, cechujące się wysokim poziomem artystycznym oraz dobrym dźwiękiem, zasługuje na uznanie miłośników kameralistyki w naprawdę dobrym wydaniu. Dla porządku dodajmy, że rejestracji dokonano odpowiednio w czerwcu i marcu 1985 r.
Ars Trio nie tylko znakomicie wykonywało muzykę swoich rodaków, ale z równie wielkim powodzeniem sięgało po wybitne pozycje zagranicznego repertuaru i poniekąd z żalem mogę sobie pozwolić na uwagę, że na omawianym albumie reprezentują go zaledwie dwie, ale mistrzowsko wykonane pozycje. Trio C-dur K 548 Wolfganga Amadeusza Mozarta, zarejestrowane w kwietniu 1986 roku, zachwyca kulturą wykonawczą i znakomitą orientacją artystów w stylistyce epoki klasycyzmu, odmiennej niż romantyczna czy współczesna, która cechuje zamieszczony na albumie repertuar. Tempa dobrane z wielkim wyczuciem, raczej umiarkowane, wychodzą na dobre dziełu i jego muzycznej zawartości z melodyką i frapującymi pomysłami na czele. Wykonawcom udaje się to co najważniejsze: zachwycić słuchacza pięknem i wielkością utworu, zaś szczególne znaczenie nabierają ich dialogi w nastrojowej części środkowej, Andante cantabile. Nie brak w nim chwil zadumy i liryzmu, zaś całe Trio C-dur cechuje się pogodą i radością – i takie jest też wykonanie: pełne swobody i wręcz zakochania się w kompozycji Mozarta. Słuchałem go z prawdziwą przyjemnością.
II Trio e-moll op. 67 Dymitra Szostakowicza przenosi słuchacza w znacznie późniejsze czasy (II wojny światowej i smutnych wydarzeń z życia kompozytora) – i w zupełnie inny muzyczny świat. Mowa o nagraniu powstałym najpóźniej, w październiku 1992 roku, niedługo przed formalnym zakończeniem działalności Ars Trio, co należy przyjąć z wielkim żalem, ponieważ słyszymy artystów w nadzwyczajnej formie. Chociaż w poprzednich punktach programu albumu nie było inaczej, ma ów aspekt istotne znaczenie, zwłaszcza w przypadku jednego z największych arcydzieł kameralistyki XX wieku. W ciągu ostatnich miesięcy i lat miałem kilka okazji do recenzowania innych płyt z tym utworem, ale wykonanie czeskich muzyków przemówiło do mojej wrażliwości i wyobraźni w wyjątkowy sposób i sprawiło, że wracam do niego bardzo często. Jest to naprawdę wybitna kreacja wykonawcza, opierająca się nie tylko na talencie wykonawców, ale przede wszystkim na ich imponującej artystycznej i życiowej dojrzałości – wiedzą, co jest zapisane w nutach i pomiędzy nimi, trafnie odczytują dosłowne znaczenia i ukryty sens dzieła, co jest częstym przypadkiem w bogatym dorobku Dymitra Szostakowicza. Mamy przecież do czynienia z pokoleniem, które z jego twórczością dorastało, była dla niego muzyką współczesną, towarzyszyła im od najmłodszych lat, nie dziwi więc jej doskonałe i kompletne zrozumienie. Interpretacja odznacza się wyjątkową powagą, czuć niezwykłość muzycznych wydarzeń i zawartości partytury wręcz od pierwszej do ostatniej nuty, czego przykładem jest sam intrygujący początek, przypominający prawdziwy lament, wprowadzający słuchacza w atmosferę kompozycji, która nie pozostawia nikogo obojętnym. Dobór temp jest staranny, artyści powstrzymują się od ich „podkręcania”, do czego skłaniają fragmenty oznaczone jako Poco più mosso (cz. I) i Allegro con brio (cz. II). Bardzo mi się spodobało środkowe Largo, które mimo stosunkowo niewielkich rozmiarów, bo trwa niecałych pięć minut, jest emocjonalnym jądrem całego Tria, znajdującego kulminację w szeroko rozbudowanym Finale, w którym kompozytor – i wykonawcy – prowadzą nas od charakterystycznego żydowskiego tańca i jego intrygującej rytmiki w stonę absolutnej ciszy zamierających ostatnich akordów, po których nie ma już niczego. Wielkie osiągnięcie twórcze Dymitra Szostakowicza znalazło odbicie w poruszającej, kompletnej pod każdym względem kreacji Ars Trio. Jestem pod jej głębokim wrażeniem.
Omówione poprzednio utwory zajmują dwie płyty prezentowanego albumu, trzecia zaś w większym stopniu podkreślą rolę wyjątkowego artysty, jakim był Martin Ballý. Sprawdzał się nie tylko jako doskonały kameralista, towarzyszący innym instrumentalistom, ale również jako solista. Melomani zainteresowani tym ostatnim aspektem jego działalności z pewnością docenią fakt, że wydawca zawarł ciekawe i nieznane szerokiemu gronu odbiorców kreacje utworów czeskich kompozytorów na fortepian. Leoš Janáček i jego dwuczęściowa Sonata z programowym tytułem 1.X.1905 jest ważnym punktem odniesienia kolejnych generacji pianistów, nic dziwnego, że wykonywał ją też Martin Ballý – słyszymy tutaj nagranie studyjne z października 1983 roku. Zajmuje też ważne miejsce w repertuarze na ten instrument w ogóle, o czym świadczą nagrania artystów pochodzących z innych krajów, by przywołać kreacje chociażby naszego Piotra Anderszewskiego, Leifa Owe Andsnesa czy nieodżałowanego Larsa Vogta. Wykonanie Sonaty Janáčka zachwyca bardzo dobrymi tempami, pełną kontrolą nad instrumentem i partią obu rąk, biegłością techniczną, a przede wszystkim – uwypukleniem pierwiastka dramatycznego i refleksyjnego jednocześnie, czym cechują się obie zachowane części utworu. Martin Ballý gra ją nie tylko mistrzowsko w zakresie rzemiosła, ale również w sposób, który przemawia żywo do wyobraźni i wrażliwości odbiorcy. Jest to piękna, wysmakowana kreacja ważnej pozycji pianistycznego repertuaru.
Sonata 1.X.1905 Janáčka cieszy się uznaniem i wirtuozów, i publiczności, ale nie można tego samego powiedzieć o dwóch kolejnych pozycjach trzeciego krążka. Któż bowiem ze zwykłych słuchaczy zna dobrze Ritornele H. 227 Bohuslava Martinů? Tymczasem fortepian zajmował ważne miejsce w jego bardzo bogatej pod względem gatunków i form twórczości, wśród nich kompozycji solowych. Martin Ballý odnajduje się w zbiorze sześciu, trwających około 10 minut miniatur, jako artysta, który nie boi się wyzwań, starannie różnicując poszczególne pozycje cyklu, co sprawia, że każda z nich brzmi inaczej. Jest w jego wykonaniu i dawka liryzmu, i sporo temperamentu, co pozwala docenić interpretację zbioru, który uzupełnia niniejsze przedsięwzięcie o kolejną, wartościową pozycję dwudziestowiecznego repertuaru. Spore zasługi w jego wzbogaceniu miał także Miloslav Kabeláč (1908-1979), twórca zasługujący na większe uznanie, o czym świadczą chociażby wydane na przestrzeni ostatnich lat przez wytwórnię Supraphon albumy z jego symfoniką – znakomitą! Tutaj poznajemy równie ciekawy i ośmielam się twierdzić, równie dobry wycinek dorobku tego kompozytora, tym razem poświęconego muzyce na fortepian solo, a mianowicie wybrane Preludia op. 30. Powinni zwrócić na nie uwagę miłośnicy wybitnej pianistyki z jednej strony, z drugiej zaś dwudziestowiecznej twórczości fortepianowej, ponieważ zaprezentowane dzieła, są pozycją atrakcyjną, przystępną w odbiorze i o wielkiej wartości. Słuchałem ich z prawdziwym zainteresowaniem, doceniając znakomitą kreację czeskiego wirtuoza, który ponownie pokazał, że jest wytrawnym i doświadczonym interpretatorem wybitnego, aczkolwiek mało znanego szerszej publiczności repertuaru. Jego wykonanie intryguje, olśniewa techniką i wrażliwością, dowodzi pasji poznawczej i niewątpliwego mistrzostwa w realizowaniu swoich zamierzeń artystycznych.
Całość programu trzypłytowego wydawnictwa zamyka nagranie Wariacji na temat chorałowy z XVII wieku Josefa Páleníčka (1914-1991), dokonane z udziałem wiolonczelisty Jana Páleníčka, syna kompozytora, w marcu 1985 roku. Jest to kolejna repertuarowa nowość, a nawet swego rodzaju sensacja, bo mamy do czynienia z mistrzowskim posługiwaniem się zarówno fortepianem, jak i wiolonczelą, nie mówiąc już o przetwarzaniu na różne sposoby początkowego, patetycznego tematu. Prezentowana interpretacja wystawia jak najlepsze świadectwo kompozytorowi, wzbogacającemu zasób dzieł napisanych na podobny skład w XX wieku, a także wykonawcom, grającym z pasją, zaangażowaniem i w sposób absorbujący uwagę odbiorcy od początku do końca. Stosunkowo długi czas trwania, wynoszący ponad 15 minut, biegłość formalna i techniczna, a także przykuwająca uwagę zawartość czysto muzyczna sprawiają, że poznanie Wariacji, a następnie ich wielokrotne odtwarzanie, jest ciekawym i inspirującym doświadczeniem, bardzo poszerzającym horyzonty słuchacza o znajomość twórcy, cieszącego się w swoim rodzimym kraju zasłużonym uznaniem, a także przystępnej, interesującej i cechującej się wysokim poziomem artystycznym kompozycji.
Wydawnictwo będące tematem mojego wpisu miało swoją rynkową premierę w roku 2023, zapewne bez żadnej specjalnej kalendarzowej okazji. Życie dopisało swoją historię, okazało się bowiem, że miało to miejsce jeszcze za życia głównej postaci związanej z prezentowanym albumem. Prof. Martin Ballý zmarł 16. grudnia 2024 roku, w wieku 70 lat, a wiadomość o Jego odejściu pogrążyła w głębokim smutku rodzinę, przyjaciół, współpracowników, liczne grono uczniów i studentów wspominających swojego nauczyciela z najwyższym uznaniem i szacunkiem. Zgromadzona kolekcja trzech płyt nie mówi co prawda wszystkiego o wybitnym pianiście, ale dokumentuje wspaniałą grę i pasję do muzyki, zachwycając najwyższym poziomem artystycznym i bardzo dobrą jakością dźwięku. Można ją uznać za piękne i wzruszające wspomnienie nietuzinkowej i cenionej postaci, jaką był Martin Ballý (1954-2024). Cześć Jego pamięci!
Płytomaniak
Ars Trio/Martin Ballý
Antonín Dvořák – Tria fortepianowe: nr 1 B-dur, op. 21 & 4 e-moll, op. 90, ”Dumki” • Bohuslav Martinů – Trio fortepianowe nr 2 d-moll, H 327; Les Ritournelles H. 227 • Dymitr Szostakowicz – Trio fortepianowe nr 2 e-moll, op. 67 • Wolfgang Amadeusz Mozart – Trio fortepianowe C-dur, K 548 • Vitěslav Novák – Trio fortepianowe d-moll op. 27 • Leoš Janáček – 1. X. 1905 „Z ulicy” • Josef Páleníček – Wariacje na temat chorałowy na wiolonczelę i fortepian • Miloslav Kabeláč – Preludia op. 30 na fortepian (wybór)
Ars Trio: Martin Ballý (fortepian); Dana Vlachová (skrzypce); Jan Páleníček (wiolonczela)
Supraphon SU 4325-2 • w. 2023, n. 1980-1992 • AAD, 3 CD, 206'24” ●●●●●●
Nagranie w wersji fizycznego albumu audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez wydawcę, wytwórnię Supraphon. Jej polski dystrybutor, który nigdy nie wysłał do Płytomaniaka żadnego nagrania w celach promocyjnych, nie przyczynił się w żaden sposób ani do uzyskania materiału do recenzji, ani do publikacji tejże na stronie.
Komentarze
Prześlij komentarz