Utwory symfoniczne Grażyny Bacewicz - nowa seria wytwórni CPO (2)
Ostatnio moją recenzencką uwagę zajmował nie kto inny, jak sam Leoš Janáček i nagranie z polską premierą instrumentacji jego Pamiętnika zaginionego, ale muzyce czeskiej i temu autorowi poświęcę jeszcze w najbliższej przyszłości sporo miejsca, m .in. z powodu nowych nagrań operowych. Pozwolę sobie jeszcze zatrzymać się jeszcze przez chwilę na wyjątkowej i potrzebnej działalności Łukasza Borowicza, który wspomniane wydarzenie przygotował i utrwalił na płytach. Artysta, który stosunkowo niedawno obchodził swoje urodziny, ma powody do świętowania, a my, melomani i zainteresowani życiem muzycznym – do radości, jako że cieszyć się możemy wieloma interesującymi nagraniami, jakie stały się jego udziałem. Nie pomylę się zbytnio w stwierdzeniu, że mamy do czynienia z najbardziej twórczą i pomysłową, a także pracowitą osobowością swojej specjalizacji, co przynosi kolejne ciekawe i wartościowe nagrania, przede wszystkim z repertuarem odkrywanym na nowo lub przywracanym dopiero do życia. Tak jest w przypadku kolejnego, drugiego już woluminu mini-serii poświęconej symfonice Grażyny Bacewicz, wydanego przez wytwórnię CPO w koprodukcji z Radiem Zachodnioniemieckim w Kolonii. Przy okazji nasuwa się dość smutne retoryczne pytanie, dlaczego tak ambitny i wartościowy projekt, skupiający się na twórczości naszej najwybitniejszej kompozytorki, nie powstał we współpracy z Polskim Radiem? Pytanie wydaje się tym bardziej uzasadnione, im głębiej sięgniemy pamięcią do przeszłości, a tam, dzięki aktywności Łukasza Borowicza i jego kontraktowi z niemieckim wydawcą, można znaleźć szeroko zakrojony, bo obejmujący aż osiem pozycji, album z kompletem muzyki symfonicznej Andrzeja Panufnika. Choć na poszczególnych płytach widnieje na logo naszego nadawcy, materiał należy do niemieckiej wytwórni, która poszerzyła dzięki niemu swój i tak bogaty katalog o interesującą pozycję, niemającej swojego odpowiednika nigdzie indziej.
Album zawiera cztery pozycje, pochodzące z różnych etapów twórczości kompozytorki. Najwcześniejszą z nich, datowaną na rok 1943, jest niedługa, ale przyjemna w słuchaniu i misternie zaprojektowana Uwertura. Co ciekawe, mamy do czynienia bodajże z drugą rejestracją tego utworu, dokonaną przez Łukasza Borowicza. Wcześniej nagrał ją dla wytwórni Chandos, na jednym z albumów poświęconych Koncertom skrzypcowym, z Polską Orkiestrą Radiową. Wydaje się, że kilkanaście lat, które dzielą obie interpretacje, nie sprawiły, że różnią się czymś diametralnie, podobny jest bowiem i czas trwania, i dobre rozumienie neoklasycznego stylu, a wreszcie wydobycie z partytury wszystkiego, co najlepsze, a jest w niej i mistrzowska instrumentacja, i humor, i muzyczny blask. Uwertury słucha się z przyjemnością, ale i zaskoczeniem, że ledwo się rozpoczęła i już kończy (trwa pięć i pół minuty).
Uwertura cechowała się zwięzłością i mistrzowskim wykorzystaniem możliwości wszystkich sekcji orkiestry, to samo można powiedzieć o ukończonej w 1951 roku II Symfonii. Osadzona w typowej czteroczęściowej formie i zaledwie dwudziestu minutach, ale nie ma w niej nic zbędnego, za to dbałość o doskonałość architektury poszczególnych ogniw, logikę narracji oraz przejrzystość faktury wywierają jak najlepsze wrażenie, zapowiadając dwa kolejne mistrzowskie dzieła tego gatunku (nagrane na poprzednim albumie serii, znakomicie zresztą). I tutaj miałem znowu lekki niedosyt, że tak interesujący utwór, dowodzący maestrii Grażyny Bacewicz w posługiwaniu się wielką obsadą instrumentalną i formą, która w historii muzyki przyniosła wiele arcydzieł, nie pozwala się mi sycić wszelkimi walorami nieco dłużej, ale oczywiście jest to mój punkt widzenia. Sama kompozytorka nie potrzebowała dodać niczego więcej, by zrealizować swoje artystyczne zamierzenia konsekwentnie i logicznie. Przynosi to bardzo dobry efekt końcowy dzięki wykonaniu Orkiestry Radia Niemieckiego w Kolonii i Łukasza Borowicza. Jest ono zwarte, energiczne, słychać dość żywe tempa, które niekiedy różnią prezentowane nagranie od konkurencyjnej realizacji, dokonanej dla wytwórni Chandos, ale nie ma się wrażenia jakiegoś niepotrzebnego pośpiechu, za to dochodzi do głosu dramatyzm narracji, siła wyrazu, a także bardzo wysoki poziom techniczny, co w przypadku gry niemieckich muzyków nie dziwi.
Kolejne pozycje albumu wykazują już przemiany stylistyczne, jakie zachodziły w twórczości Grażyny Bacewicz w późniejszych etapach jej twórczości. Niedługie, dziesięciominutowe Wariacje na orkiestrę z roku 1957 łączące stare z nowym, różnią się już w ogólnym zarysie od poprzednio zaprezentowanych kompozycji. Wspólna pozostaje skrupulatność w operowaniu obsadą, niedługi czas trwania, który autorce udaje się wypełnić co do sekundy bez poczucia straty czy „zapychania”, zwięzłość wypowiedzi, pomysłowość w operowaniu instrumentami i, jak zawsze, logika narracji, która jest ewidentna i sprawia, że początkowe zaskakujące wrażenie muzyki rozpoczętej nagle i z niczego prowadzi do w przekonującej i efektownej konkluzji. Łukasz Borowicz w swoim komentarzu określił Wariacje jako „dzieło o wielkim potencjale koncertowym” - z czym się w pełni zgadzam, a nagranie potwierdza zalety utworu i interpretacji dzięki znakomitej jakości dźwięku i dogłębnego zrozumienia formy i treści muzyki.
Moim osobistym faworytem wśród nagranego materiału jest kreacja Muzyki symfonicznej w trzech częściach, pochodzącej z roku 1965, reprezentującej najdojrzalszy etap twórczości z ostatnich lat życia autorki. To już typowy styl sonorystyczny, ale jakże czytelny i przyjazny w odbiorze, podparty mistrzowskim operowaniem formą oraz obsadą wielkiej orkiestry symfonicznej. Jego słuchanie było, przynajmniej dla mnie, prawdziwą ucztą dla ucha, albowiem jako miłośnik dyrygenckich kreacji i twórczości orkiestrowej, a także wielkiego repertuaru, mogę tu cieszyć ucho znakomitymi efektami brzmieniowymi, świetnie poprowadzoną narracją, zróżnicowaniem wyrazowym, czyniącym z dzieła prawdziwy majstersztyk – świadectwo czasów, w jakich powstał. Nagrania tej kompozycji należą do rzadkości, ale nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że przykuwająca uwagę od początku do końca kreacja Orkiestry Radia Niemieckiego w Kolonii, prowadzonej przez Łukasza Borowicza zapisze się w dyskografii jako jedna z najlepszych. Wzorowa wręcz interpretacja, łącząca fantazję i rzetelność, energię, pasję ze starannością w odczytaniu zapisu partytury, podkreślona jest przez bardzo dobrą realizację techniczną nagrania, co w przypadku dzieła o wielkiej obsadzie jest walorem nie do przecenienia. Słucham jej za każdym razem z poczuciem najgłębszej satysfakcji i podziwu zarówno dla samego dzieła, jak i jego wykonawców.
Z poprzednim, pierwszym krążkiem łączy się równie wysoki poziom gry oraz interpretacji, bardzo dobra jakość dźwięku, sensowność doboru programu, ułożonego zresztą chronologicznie, co pozwala śledzić rozwój stylu autorki, a także profesjonalizm i estetyka wydania. Zasługuje ono na uwagę po raz kolejny m.in. dzięki zamieszczeniu w języku polskim obszernego komentarza, napisanego przez samego dyrygenta, co dodatkowo podnosi walor całego przedsięwzięcia. Aż żal w tym kontekście się robi na myśl o niektórych płytach polskich wytwórni, których tzw. książeczki nie zawierają nawet ani jednego słowa w ojczystym języku! Mamy zatem do czynienia ze spójną i zdecydowanie udaną kontynuacją projektu, co poddaję pod rozwagę dotychczasowym nabywcom nagrań wytwórni CPO, a niezdecydowanym, a zwłaszcza miłośnikom twórczości Grażyny Bacewicz, niniejszy album gorąco polecam jako jedno z najlepszych dostępnych nagrań jej symfoniki. Nie mogę się doczekać ostatniej, trzeciej pozycji serii, będącej imponującym osiągnięciem zarówno wydawcy, jak i wykonawców, a przede wszystkim – Łukasza Borowicza.
Płytomaniak
Grażyna Bacewicz
Complete Symphonic Works Vol. 2
Uwertura; Symfonia nr 2; Wariacje na orkiestrę; Musica sinfonica in tre movimenti
WDR Sinfonieorchester • Łukasz Borowicz, dyrygent
CPO 555 660-2 • w. 2023, n. 2023 • CD, 53'05” ●●●●●●
Autor dziękuję Filharmonii Poznańskiej i panu Łukaszowi Borowiczowi za nadesłanie płyty do recenzji.

Komentarze
Prześlij komentarz