Wielka muzyka, wielkie wykonanie (3) - pod batutą Bernarda Haitinka.
Od tej płyty wiele się zaczęło – zarówno pewien rozdział w historii nie tylko niemieckiej fonografii, ale również w dziejach Staatskapelle Dresden, jednej z najsławniejszych orkiestr działających u naszych sąsiadów, opromienionej wielowiekową tradycją, ważnymi wydarzeniami na przestrzeni lat oraz współpracą z wielkimi dyrygentami. Ponieważ mija ponad 20 lat od premiery rynkowej pierwszego albumu dokumentującego koncerty zespołu, postanowiłem sięgnąć po nagranie zatytułowane „Staatskapelle Dresden Live”. Dodatkową okoliczność stanowi fakt, że w chwili obecnej prezentowany album jest już praktycznie chyba nie do zdobycia, a to dlatego, że jako pierwszy krążek serii został wydany przez stosunkowo mało znaną i prowadzącą obecnie dość niemrawą działalność wytwórnię Querstand. Kolejne pozycje ukazują się od roku 2005 już jako „Edition Staatskapelle Dresden” pod szyldem firmy Profil, co przybrało postać imponującej kolekcji liczącej bodajże 55 voluminów i obejmującej nie tylko zapisy „żywych” wykonań, ale również dźwiękowe skarby z archiwów, w czym pomaga współpraca z Radiem Środkowoniemieckim (MDR).
Pierwszy krążek serii przypomina istotny okres z działalności słynnej orkiestry – okres po nagłej śmierci jej głównego dyrygenta (Giuseppe Sinopoli), trudną sytuację w kraju w kontekście pustoszącej Niemcy powodzi i problemy z funkcjonowaniem instytucji kulturalnych, ale w warstwie muzycznej przynosi dwa dzieła wykonane na koncertach 29/30. września 2002 roku, inaugurujące działalność Bernarda Haitinka jako szefa artystycznego formacji, z którym łączyły ją więzy owocnej współpracy od roku 1989. Obie pozycje należące do żelaznego repertuaru, w którym Staatskapelle Dresden czuje się jak przysłowiowa ryba w wodzie, bliskie również samemu kapelmistrzowi, jednemu z najwybitniejszych znawców wielkiej symfoniki. Połączenie opisanych okoliczności sprawiło, że koncerty stały się znaczącym wydarzeniem w historii orkiestry oraz biografii wybitnego artysty, zostały również uwiecznione nie tylko w formacie dźwiękowym, ale także wizualnym za sprawą transmisji w TV Arte.
Efektownym początkiem okazała się popisowa Uwertura do Oberona Karola Marii von Webera, dzieło cieszące się wielką popularnością na salach koncertowych i na płytach, czego nie da się niestety powiedzieć o operze, do której została napisana. Dobrze dobrane tempa, łączące nastrojowy, powolny wstęp i błyskotliwe, żywiołowe pasaże wpisują się w przemyślaną i naturalnie brzmiącą interpretację pełnej zalet, wśród których warto zwrócić uwagę na precyzję w zakresie intonacji oraz wyrazistą rytmikę. Dowodzi to znakomitej formy zarówno orkiestry, jak i dyrygenta, co potwierdziło się w drugiej części koncertów, wypełnionej tylko jednym dziełem, któremu poświęcę w następnym akapicie więcej uwagi.
I Symfonia c-moll op. 68 Johannesa Brahmsa wywarła na mnie nawet jeszcze lepsze wrażenie, bo choć sama Uwertura była już fantastyczna, to w potężnej, czteroczęściowej kompozycji moje pozytywne odczucia jeszcze się spotęgowały. Często można słyszeć zarzuty pod adresem holenderskiego maestra o powielaniu tych samych, lubianych przez siebie utworów, co w jakimś sensie spotyka często dyrygentów posuniętych w latach i na końcu swoich imponujących karier. W roku 2002 Bernard Haitink, choć w wieku dość zaawansowanym, był zdecydowanie na szczycie swoich sił i możliwości, co przyniosło porywającą i przekonującą kreację. Znawcy tematu mają z czego wybierać, jeśli chodzi o jego interpretacje Pierwszej: zarówno z produkcji studyjnych (wczesna rejestracja dla Philipsa z początku lat 70. ubiegłego stulecia z Orkiestrą Concertgebouw), a następnie z Bostonu (1994) oraz live, włącznie z niniejszą i ostatnią w kolejności, zrealizowaną w stosunkowo niewielkim odstępie czasu w porównaniu z prezentowaną, z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną (LSO Live, 2003), o czym będzie jeszcze u Płytomaniaka mowa. Osobiście cenię najwyżej „amerykańskie” nagranie, ale prezentowany album sprawił, że mogę jeszcze zmienić zdanie, ponieważ mowa jest o kreacji, która zafascynowała mnie od pierwszych dźwięków za sprawą pięknego, szlachetnego i bogatego brzmienia orkiestry i wielkiego aktu dyrygenckiego. Bez żadnej przesady mogę stwierdzić, używając sportowego określenia, że Staatskapelle Dresden daje z siebie wszystko, odpowiadając wyśmienicie na zaangażowanie i maestrię kapelmistrza. Bardzo dobrze dobrane tempa, osadzające I Symfonię w 45 minutach pasują wyśmienicie do poszczególnych ustępów kompozycji, choć zastanawia pewne „przyśpieszenie” Haitinka w drugim ogniwie, co słychać zwłaszcza w porównaniu z nagraniem bostońskim, szybszym o prawie dwie minuty. Pomimo tego, Andante sostenuto stanowi piękną chwilę oddechu po dramatycznych zmaganiach szeroko zakrojonej części pierwszej, gdzie powolny wstęp brzmi tak, jak należy, nie rozwleka się i nie traci na intensywności, zaś wyczucie czasu i materii wybornie sprawdziło się w następującym po nim Allegro, w którym słychać nie tylko znakomitą pracę muzyków, ale też szczegóły instrumentacji i mistrzostwo pracy tematycznej. Motywy i myśli ukryte w gąszczu poszczególnych partii dochodzą zawsze do głosu, zdumiewając zarówno siłą wyrazu, jak kunsztownym opracowaniem. Równie wielkim sukcesem okazał się jeszcze dłuższy i trudniejszy Finał, będący wyzwaniem dla wykonawców. Członkowie orkiestry, jak i sam kapelmistrz, doskonale zdają sobie z tego sprawę, więc w ich ujęciu narracja imponuje logiką i konsekwencją w poruszaniu się w siedemnastu minutach muzyki zróżnicowanej w czasie i ekspresji. Nie sposób tutaj nie wspomnieć o szczególnie ważnych momentach: wejściu waltorni inicjującej hymniczny temat w C-dur czy imponującej kulminacji w fortissimo z puzonami pod koniec trwania całości, zwieńczonej efektowną, triumfalną codą. Nie można się nudzić przy słuchaniu, albowiem jest tu i wyjątkowe napięcie związane z uroczystymi i poniekąd dramatycznymi okolicznościami występu, ale również siła emocji zawarta w muzyce, będącej klasą samą w sobie – owocem geniuszu Johannesa Brahmsa. To naprawdę wybitna kreacja, mogąca usatysfakcjonować wymagających koneserów wielkiego repertuaru, wyróżniająca się nawet na tle niezwykle licznie reprezentowanej i renomowanej fonograficznej konkurencji.
Wrażenia odniesione podczas słuchania potęgują się za sprawą bardzo dobrej realizacji technicznej nagrania, z pięknym, czytelnym i przejrzystym dźwiękiem, dzięki czemu romantyczna symfonika brzmi w pełnej krasie, zaś słuchacz może docenić fenomenalną formę Staatskapelle Dresden i obejmującego wtedy urząd jej naczelnego szefa Bernarda Haitinka. To wspaniały i ponadczasowy dźwiękowy dokument, przygotowany również imponująco w zakresie wydania – mamy do czynienia z albumem w eleganckiej czerni w twardej oprawie, z bogatym materiałem fotograficznym oraz wyczerpującym komentarzem w książeczce, co czyni z niego pozycję ze wszech miar pożądaną i atrakcyjną – szkoda, że obecnie już raczej niedostępną! Zainteresowani powinni sięgnąć po nowsze wydanie, już w barwach wytwórni Profil, z innym numerem katalogowym. Na dwóch płytach zamieszczono pełny program owych wrześniowych wieczorów sprzed prawie 25 lat, w tym dynamiczną i pełną pasji kreację Koncertu skrzypcowego D-dur op. 61 Ludwika van Beethovena z udziałem Franka Petera Zimmermana. Dla miłośników żelaznego repertuaru i solidnej niemieckiej tradycji - pozycja obowiązkowa!
Płytomaniak
Staatskapelle Dresden Live
Carl Maria von Weber – Uwertura do opery Oberon • Johannes Brahms – Symfonia nr 1 c-moll op. 68
Staatskapelle Dresden • Bernard Haitink, dyrygent
Querstand VKJK 0414 • w. 2004, n. 2002 • CD, 55'54” ●●●●●○
Nagranie w wersji fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora przez dział promocji Semperoper w Dreźnie. Recenzja jest inicjatywą własną autora, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony wytwórni i jej polskiego dystrybutora, który z własnej inicjatywy nigdy nie wysłał do Płytomaniaka żadnego albumu w celach promocyjnych.
Komentarze
Prześlij komentarz