Przegląd nagrań zespołu Vox Luminis (1) - D. Scarlatti.

 


Nie samą wielką symfoniką Płytomaniak żyje, więc przydałaby się chwila oddechu pomiędzy nagraniami ulubionego wielkiego orkiestrowego repertuaru, jaki czeka w kolejce na omówienie, w postaci albumu z lubianą przeze mnie muzyką barokową, tym razem jednak nie z Niemiec, ale ze słonecznej Italii. Choć nie jest to nowość, jej wartość jej przeogromna, zarówno z racji ciekawego i bardzo przemyślanego doboru programu, jak i dlatego, że zapoczątkowała fonograficzną działalność jednego z czołowych zespołów wokalno-instrumentalnych wykonujących twórczość epoki renesansu i baroku. Vox Luminis, bo o niej mowa, obecnie rozpoczyna 25. lecie istnienia, znaczonego wspaniałymi płytami z katalogu takich wytwórni, jak Ricercar czy Alpha. I właśnie w barwach w pierwszej z nich, ukazał się w roku 2007 monograficzny krążek, którego główną postacią był Dominik Scarlatti (1685-1757).

Wszystko zaczęło się na początku naszego stulecia za sprawą pochodzącego z Burgundii Lionela Meuniera, wówczas studenta renomowanego Królewskiego Wyższego Instytutu Muzyki i Pedagogiki w belgijskim Namur, który zgłębiał tam tajniki muzyki wokalnej oraz gry na flecie prostym, zwieńczone następnie studiami w Konserwatorium w Hadze. Zgromadziwszy wokół siebie innych młodych ludzi z różnych krajów Europy, poprowadził publicznie po raz pierwszy utwór szczególnie bliski swojemu sercu – Stabat Mater Dominika Scarlattiego. Miało to miejsce w ostatnim dniu marca 2004 roku, co zapoczątkowało działalność najpierw koncertową, a następnie fonograficzną grupy, która przyjęła nazwę Vox Luminis, pod którą występuje aż do dziś. Trzy lata później nastąpił jej oficjalny debiut płytowy w postaci nagrania będącego obiektem mojego zainteresowania.

W powszechnej świadomości włoski mistrz funkcjonuje przede wszystkim jako autor ponad pięciuset Sonat na instrument klawiszowy, z czego korzystają również współcześni pianiści, a przecież jego dorobek obejmuje również twórczość wokalno-instrumentalną oraz sceniczną z 15 operami na czele, reprezentującą to, co najlepsze w swojej epoce i gatunku tradycji rzymskiej i neapolitańskiej. Fakt, że w większości jest mało znana, wydaje się niepojęte w przypadku tak wybitnego autora, a najlepiej świadczy o tym prezentowane nagranie wytwórni Ricercar, na którym młodzi członkowie grupy Vox Luminis tak naprawdę odkrywają światu skarby muzyki sakralnej Dominika Scarlattiego, które do tej pory nie doczekały się wielu albo nawet żadnych rejestracji fonograficznych. Tym większe ogarnęło mnie zdumienie, gdy poznałem, a następnie wręcz pokochałem repertuar albumu, a zwłaszcza cztery pozycje reprezentujące dojrzałą twórczość Włocha o najwyższej wartości.

Swą karierę zawodową Dominik Scarlatti rozpoczął w rodzinnym mieście – Neapolu, w którym zadebiutował jako kompozytor. Już jako osiemnastolatek był autorem 3 oper, zaś dwa lata wcześniej zaczął pracę jako organista w Kapeli Królewskiej. Wydaje się, że właśnie w tym wczesnym okresie mogła powstać Salve Regina, choć nie jest do końca pewne ze wględu na kłopoty z datowaniem kompozycji sakralnych autora. Młody autor jednak musiał znać utwory tak nazwane, powstałe właśnie tam albo przynajmniej inspirowane kultem Matki Boskiej. Utrzymanemu w poważnym tonie utworowi, przeznaczonemu na dwa głosy oraz basso continuo, wydaje się patronować nie kto inny, jak Jan Baptysta Pergolesi i jego Stabat Mater. Łączy je podobna obsada, subtelny akompaniament instrumentalny, intymność wyrazu, natchniony śpiew dwojga solistów (wymieńmy ich z nazwiska – sopranistka Sara Jäggi oraz kontratenor Jan Kullmann), piękno i śpiewność linii melodycznych.

Kolejne pozycje programu są swoistym przewodnikiem po działalności Dominika Scarlattiego w różnych ważnych miejscach ówczesnej Europy, na przykład w Rzymie, w której m.in. pracował na dworze nie byle kogo, bo wdowy po królu Janie III Sobieskim, Marii Kazimiery, pisząc na jej zamówienie opery oraz inne kompozycje świeckie. W latach 1713-1719 działał jako kapelmistrz Bazyliki Julijskiej, a w jej repertuarze prawdopodobnie znalazło się Miserere e-moll, dzieło o ascetycznym charakterze, mogące równie dobrze powstać co najmniej o stulecie wcześniej, kiedy nadal żywe były osiągnięcia dawnego stylu rzymskiego. Świadczy o tym przeznaczenie utworu wyłącznie na cztery głosy solowe bez basso continuo; ich partie przeplatają się z charakterystycznymi zwrotkami chorału gregoriańskiego. Surowość i prostota stylu wiele zawdzięcza technice konrapunktu, w której Domnik Scarlatti był mistrzem nie gorszym od innych wielkich nazwisk swoich czasów. Jedenastominutowa kompozycja brzmi wprost przepięknie za sprawą natchnionej kreacji wokalistów, perfekcyjnie oddających pierwiastek sacrum zawarty w muzyce. Z tego samego okresu pochodzić może także prawdziwe arcydzieło Włocha: Stabat Mater. utwór większych rozmiarów, trwający bowiem 25 minut i przeznaczony na basso continuo oraz rozbudowany aparat wokalny w postaci dziesięciu głosów, co implikuje inny styl: bardziej polifoniczny, albowiem każdy z nich jest traktowany samodzielnie. Kompozytor z wielką wprawą i fantazją wykorzystuje ich kombinacje, co przejawia się również w kontrastach dynamicznych i agogicznych, w bardziej rozbudowanej harmonii i ciekawych brzmieniach, zaś ascetyzm poprzedniego utworu ustępuje narracji żywszej i udramatyzowanej, co rodzi skojarzenia z kolei ze stylem madrygałowym. Ogólnie dominują tempa wolne, odpowiednie przecież do pełnej powagi tematyki utworu – opisu rozpaczy Maryji opłakującej śmierć Jezusa. Siła wyrazu Stabat Mater jest imponująca, zaś wykonanie nie pozostawia słuchacza obojętnym, łącząc ogrom ekspresji ze szczerością i autentycznością przeżycia, emocjonalność z mistrzostwem warsztatowym, wystawiającym śpiewakom jak najlepsze świadectwo. Warto zwrócić uwagę na fakt, że wśród nich, jako jeden z głosów basowych, figuruje prowadzący całość Lionel Meunier.

Po opuszczeniu Rzymu w 1719 roku Dominik Scarlatti trafił do Lizbony, gdzie przez dekadę służył na dworze Jana V jako muzyk kościelny, a także nauczyciel córki i młodszego brata władcy. Właśnie tam, w Sylwestra roku 1721, odbyła się premiera Te Deum na podwójny chór i basso continuo. Dwuczęściowa kompozycja, po krótkiej czysto wokalnej inwokacji tenora, wykazuje dzięki żywemu tempu (w partyturze widnieje oznaczenie Andante!) i wyrazistszej rytmice pogodniejszy charakter niż refleksyjno-dramatyczne dzieła omówione poprzednio. Naprzemienne stosowanie odcinków szybkich i wolnych, a także mistrzowskie skonstruowanie polichóralnej struktury dla ośmiu głosów, w której pojawia się również obecność responsorium, dowodzi kolejnego, interesującego i kunsztownego sposobu podejścia do zastanych przez autora form i gatunków. Mimo operowania rozbudowanym składem, utwór jest w pełni zrozumiały w odbiorze dzięki lekkim, pięknie brzmiącym głosom śpiewaków i wyraźnie słyszalnej partii basso continuo, na którą składają się organy, teroban oraz wiola basowa.

Choć krążek wypełniony jest kompozycjami religijnymi, znalazło się w nim również miejsce dla kompozycji wyłącznie instrumentalnych, i to wspomnianych już na wstępie Sonat, które, pomyślane na instrument klawiszowy, czyli na klawesyn, mogą brzmieć bardzo dobrze także na organach, o czym świadczy Sonata d-moll K. 417 oraz Sonata h-moll K. 87. Ich polifoniczna struktura oraz poważny charakter, a także umiarkowane tempo sprzyjają adaptacji na medium, na które Dominik Scarlatii żadnego dzieła w tym gatunku oryginalnie nie napisał. Szkoda! W wykonaniu Anny Nissinen słyszymy wprawdzie tylko dwie pozycje, ale zaprezentowane z ogromnym kunsztem i kulturą, co znakomicie uzupełnia program albumu o kolejne repertuarowe nowości.

Wspaniale dobrany i mistrzowsko wykonany repertuar pokazuje w zupełnie innym świetle kompozytora, o którym każdy coś wprawdzie słyszał, ale tak naprawdę mało zna bogactwo i poziom jego twórczości innej niż klawesynowa (fortepianowa). Wybitna kreacja zespołu Vox Luminis, która otworzyła mu drogę do kariery fonograficznej, potęguje staranna realizacja dźwięku, za sprawą przyjaznej dla ucha, naturalnej akustyki kościoła pw. św. Apolinarego w walońskim Bolland, dzięki czemu wokalno-instrumentalna twórczość Dominika Scarlattiego brzmi tak pięknie i poruszająco, jak nigdy dotąd. Takich nagrań chce się słuchać – aż dziw bierze, że płyta wytwórni Ricercar, dostępna zarówno samodzielnie, jak też w wielkiej, zbiorczej jubileuszowej kolekcji, liczy sobie już prawie 20 lat.


Płytomaniak


Domenico Scarlatti

Te Deum laudamus; Salve Regina; Sonata d-moll K. 417; Sonata h-moll K. 87, Stabat Mater; Miserere

Vox Luminis Lieonel Meunier, kierownictwo artystyczne

Ricercar RIC 258 w. 2007, n. 2007 CD, 63'46” ●●●●●●

Recenzja niniejszego nagrania jest wyłącznie inicjatywą autora i odbywa się bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony zarówno samej wytwórni Ricercar, jak przede wszystkim jej oficjalnego polskiego dystrybutora który nigdy nie wysłał do Płytomaniaka żadnej płyty w celach promocyjnych – ani z katalogu tej firmy, ani jakiejkolwiek innej.


Komentarze