Wielka muzyka, wielkie wykonanie - "Eroica" z Drezna.

 


Kolejny tekst poświęcony wielkiemu repertuarowi symfonicznemu, po analizach nagrań z muzyką A. Brucknera, F. Schuberta czy R. Straussa – i dzieło, które tego ostatniego jest wręcz synonimem, czyli Eroica Ludwika van Beethovena. Nagrywana w ostatnich czasach wyłącznie w wielopłytowych kompletach, rzadko kiedy ukazuje się na pojedynczych, niezależnych krążkach, a tak jest w przypadku następnego albumu z serii dokumentującej działalność koncertową niezwykle zasłużonej formacji – Staatskapelle Dresden. Z biegiem lat owa seria rozrosła się do całkiem imponujących rozmiarów, co zawdzięczać należy zarówno samej orkiestrze i jej medialnym partnerom: Radiu Środkowoniemieckiemu (MRD Kultur) oraz wytwórniom płytowym. Pierwszą płytę z tej edycji wydała firma Querstand, potem zaś całość przejął Profil, w barwach którego ukazało się jak dotąd ponad pięćdziesiąt albumów. Numer 41 nosi płyta zawierająca tylko jeden utwór: III Symfonię Es-dur op. 55 Ludwika van Beethovena.

Prezentuje zapis koncertów z końca listopada 2004 roku prowadzonych w Dreźnie przez Myung-Whun Chunga, światowej sławy koreańskiego mistrza batuty, piastującego zresztą od sezonu 2012/2013 funkcję pierwszego dyrygenta gościnnego. Artystę, który budzi mój szacunek i uznanie za sprawą obfitującej w sukcesy kariery, rozpoczętej zresztą najpierw jako pianista, a także znakomitych nagrań płytowych, wydawanych przez różne wytwórnie, przede wszystkim Deutsche Grammophon. Łączy mnie z nim również wspomnienie o udziale w koncertach prowadzonych przez niego w Warszawie prawie 20 lat temu, kiedy byłem świadkiem występów maestra z Orkiestrą Filharmoniczną La Scali. Wykonane wtedy arcydzieła żelaznego repertuaru (m. in. IV Symfonia Johannesa Brahmsa czy IX Symfonia Ludwika van Beethovena) wywarły na mnie spore wrażenie.

To samo mógłbym powiedzieć o nagraniu będącym tematem tej recenzji. Nieczęsto mi się obecnie zdarza słuchać interpretacji wielkiego repertuaru trafiających w mój gust, a z taką mam właśnie do czynienia. Myung-Whun Chung jest dyrygentem, który łączy dyscyplinę z polotem, wspaniale realizuje zapis partytury, ale jednocześnie dba o eksponowanie jej dodatkowego, emocjonalnego znaczenia, co przekłada się na wykonania interesujące, pozbawione rutyny i przykuwające uwagę nie tylko mistrzostwem technicznym, ale również siłą ekspresji. Taka jest Eroica, wykonana przez Staatskapelle Dresden pod mistrzowską batutą Koreańczyka. Dwa słynne wstępne akordy, otwierające dzieło, zapowiadają dynamizm i pasję, potwierdzoną w przebiegu trwania całego, trwającego 51 minut utworu. Tempa w pierwszej części (Allegro con brio) są znakomite i efektowne: z gatunku szybkich, lecz nigdy nie przekraczają granicy dobrego smaku, jak to jest udziałem zbyt wielu współczesnych czy historycznych rejestracji płytowych (przykład pierwszy „lepszy” z brzegu – Nikolaus Harnoncourt i jego zapis jego koncertu z Orkiestrą Concertgebouw z Amsterdamu z 1988 r.) Słychać tu mistrzowsko poprowadzoną narrację, uwzględniającą bogactwo tematyczne tego ogniwa ze szczególną rolą głównego tematu, pojawiającego się nie tylko w ekspozycji czy repryzie, ale także w innych miejscach i różnych postaciach nie zawsze słyszalnych w konkurencyjnych wersjach Eroiki dostępnych na płytach. Kreacja i to wielka, bo z taką mamy do czynienia, jest wyjątkowo dramatyczna i przekonująca, w czym pomaga perfekcyjnie odczytana dynamika. Mistrzostwo techniczne wykonawców idzie w parze z porywającą emocjonalnie interpretacją, która nie pozostawia słuchacza obojętnym, a co więcej, powoduje u niego dreszcze. Potwierdza się to w następującym po niej, przejmującym Marszu żałobnym, umiejscowionym znakomicie w czasie, nie za wolno, nie za szybko (16 minut), za to pełnym napięcia, mrocznych barw i wstrząsającej ekspresji, za sprawą której już od dawna nie przeżywałem takiego wzruszenia i podekscytowania. Porywającą energią cechuje się bardzo szybko, lecz precyzyjnie pod względem rytmicznym i intonacyjnym zaprezentowane Scherzo ze słynnym ustępem środkowym z główną rolą trzech waltorni (sprawujących się nie tylko tutaj wyśmienicie), zaś godnym zwieńczeniem całości jest wariacyjny Finał, będącym zadziwiająco udaną symbiozą fenomenalnej gry orkiestry i skrupulatności w odczycie zapisu nutowego. Dyrygentowi udaje się utrzymać wysoką temperaturę wykonania, zaś brawurowa coda doprowadza Trzecią do zwycięskiego i w pełni przekonującego pod względem artystycznym końca, co wywołało gromkie brawa drezdeńskiej publiczności. Nic dziwnego: jest to wybitna kreacja, żywa, dramatyczna, maksymalnie angażująca odbiorcę. Nie sposób nie czuć zachwytu nad wielkością tej muzyki i jej przesłaniem, ciągle aktualnym i przyprawiającym kolejne pokolenia melomanów o przyśpieszone bicie serca. Gdybym był wtedy na owych koncertach, bez wahania wrzeszczałbym z zachwytu z powodu jakości gry orkiestry, znakomitego aktu dyrygenckiego, a przede wszystkim siły oddziaływania genialnej Symfonii. Cieszę się, że jej zapis znalazł swoje miejsce w Edycji Staatskapelle Dresden, cały czas aktualizowanej i rozwijanej przez wytwórnię Profil. Nie zawsze tak było: początkowo niniejsze nagranie istniało tylko w wersji limitowanej i niedostępnej w sprzedaży; tym tłumaczyć należy również różnice w opisie czasu trwania w niej i ostatecznej postaci (51'10-53'28, ta druga zawiera dwuminutową owację słuchaczy zgromadzonych w Semperoper; wersja pierwotna reakcji publiczności nie obejmuje).

Walory omawianego wydawnictwa potęguje bardzo dobra realizacja techniczna z pełnym, czystym i zróżnicowanym w zakresie wolumenu głośności dźwiękiem, jak zawsze staranna i bardzo wyczerpująca warstwa edytorska, przynosząca w kolorowej i bogato ilustrowanej książeczce sporo informacji o repertuarze oraz wykonawcach. W połączeniu z mistrzowską kreacją symfonicznego arcydzieła otrzymujemy jedną z najbardziej interesujących i udanych pozycji w katalogu wytwórni Profil oraz dorobku płytowym Staatskapelle Dresden.


Płytomaniak


Ludwig van Beethoven

Symfonia nr 3 Es-dur op. 55 „Eroica”

Staatskapelle Dresden • Myung-Whun Chung, dyrygent

Profil PH15050 • CD, 53'28” ●●●●●●

Nagranie w wersji fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez dział promocji Semperoper w Dreźnie. Ani sama wytwórnia, ani jej polski dystrybutor, którzy nigdy nie nadesłali do Płytomaniaka żadnego nagrania w celach promocyjnych, nie przyczynili się w żaden sposób do uzyskania materiału do recenzji i publikacji tejże na stronie.



Komentarze