Przegląd nagrań Kammerakademie Potsdam (1) - Schubert (1).
Mała wielka muzyka – tak by można określić zawartość krążka wypełnionego tylko dwiema, ale ważnymi w dorobku autora i atrakcyjnymi dla publiczności Symfoniami Franciszka Schuberta, o którym Płytomaniak dawno co prawda nie pisał, ale powoli będzie nadrabiać zaległości. Jedną z nich stanowią nagrania świętującej obecnie swoje 25-lecie Kammerakademie Potsdam, zespołu co prawda niewielkiego liczebnie, ale prowadzącego intensywną działalność koncertową i fonograficzną, co dokumentuje wytwórnia Sony Classical. I choć nagranie, które przedstawiam teraz, zostało wydane na początku rozpoczętej kilkanaście lat temu koprodukcji, w której uczestniczyło również Deutschlandradio Kultur, to dopiero teraz mogę o nim napisać parę słóww, tym bardziej, że okazji do spotkań z niemiecką orkiestrą będzie jeszcze kilka, i nie tylko z muzyką Franciszka Schuberta. Łączyć je będzie także Antonello Manacorda – włoski artysta, współpracownik samego Claudia Abbado w Orkiestrze Kameralnej Europy. Działał w niej najpierw jako koncertmistrz, potem zaś poświęcił się dyrygenturze, której szczególnie istotnym etapem jest prowadzenie Akademii Kameralnej z Poczdamu w latach 2010-2025; w tym artystycznym sezonie zastąpił go François Leleux.
Prezentowany krążek jest jednym z pierwszych owoców współpracy Poczdamskich Kameralistów i kapelmistrza, łączącej włoski temperament i zainteresowanie historycznymi praktykami wykonawczymi z niemiecką solidnością i imponującym warsztatem, czego rezultat może być zarówno niezwykle ciekawy, ale i kontrowersyjny. Budzi z jednej strony moje wątpliwości, z drugiej zaś sympatię i sporo satysfakcjonujących momentów podczas słuchania, co jest o tyle istotne, że dotyczy dwóch pozycji, powstałych na przestrzeni zaledwie siedmiu lat i podobnych do siebie w zakresie czasu trwania, wynoszącego około 25 minut. W przypadku tak intensywnie tworzącego autora oznacza to jednak znaczące różnice stylu i dowodzi rozwoju jego muzycznej osobowości. Moje mieszane uczucia związane są bez wątpienia z bardzo szybkimi tempami, jakie Antonello Manacorda stosuje w III Symfonii D-dur, skomponowanej przez zaledwie osiemnastoletniego młodzieńca, poruszajacego się w niej z zadziwiającą swobodą i znawstwem. Nic dziwnego zatem, że dzieło to cieszy się dużą popularnością zarówno wśród wykonawców, jak i publiczności, szkoda tylko że ci pierwsi traktują go niekiedy tylko jako przyjemną błyskotkę, nie zatrzymując się nad jej pięknem i śpiewnością. Nie pomaga w tym nic a nic ponoszący kapelmistrza temperament, co nie budzi mojego entuzjazmu. Wszystkie części dzieła zagrane są za szybko, co oczywiście wpisuje się w inspirację grupami historycznymi i ich wątpliwymi praktykami. W pierwszej oszałamia pierwszy wstępny akord grany takim fortissimo, jakby zbliżał się koniec świata! Właściwe ogniwo traci na szybkości przebiegu, zwłaszcza już w głównym temacie i dialogu między klarnetem a skrzypcami, a potem jest już tylko pęd do przodu. Ogniwo powolne jest dosłownie potraktowane jako Allegretto, co sprawia, że trwa zaledwie trzy i pół minuty, a szkoda, bo ma się wrażenie pośpiechu, nawet w niedługiej, przepięknej melodii instrumentów dętych o wyraźnie ludowym, prawdziwie wiedeńskim charakterze. W środkowym Menuecie prędkość ma się nadal dobrze, doprowadona do maksimum w Finale, gdzie panuje wręcz szaleństwo, i dyrygenta nie usprawiedliwia doskonałe językowe (dosłowne) zrozumienie przez niego oznaczenia tempa (Presto) i tanecznego, rytmicznego żywiołu panującego w tej muzyce (włoskie saltarello, po które kilkanaście lat później sięgnął w swojej IV Symfonii Feliks Mendelssohn-Bartholdy). Cierpi na tym bogactwo szczegółów instrumentacyjnych, z których niewiele dociera do uszu odbiorcy. Taka wizja jest dla mnie najzwyczajniej w świecie męcząca, mało inspirująca i słabą pociechę stanowi wyśmienita forma Akademii Kamerlanej z Poczdamu, której stosunkowo niewielka obsada dobrze pasuje do twórczości Schuberta czy innych kompozytorów przełomu XVIII i XIX wieku. Dodać do tego należy ostre akcenty, wyrazistą rytmikę i gwałtowne kontrasty dynamiczne, by w ostatecznym rozrachunku otrzymać interpretacją dynamiczną, efektowną, głośną i szybką, ale niekoniecznie oddającą od początku do końca ducha tej Symfonii. Inni dyrygenci, poruszający się w partyturze ze znacznie większym wyczuciem, osiągają rezultaty, które znacznie bardziej trafiają mi do przekonania, by wspomnieć o wybitnych nagraniach Karla Böhma (DG) czy Herberta von Karajana (EMI).
VIII Symfonia h-moll stanowi już zupełnie inny świat, zarówno pod względem przemian dokonujących się w twórczości kompozytora, jak i zawartości treściowej samej muzyki. O ile Trzecia przepełniona była radością, żywiołem i pogodnym charakterem, o tyle Niedokończona cechuje się wyjątkowym dramatyzmem i ciemnymi barwami, które w momencie powstania (1822) nie miały sobie równych. To jest powodem ogromnej popularności utworu, tym bardziej interesującego, że złożonego z zaledwie dwóch części, co tłumaczy podtytuł. W nowszych czasach podejmuje się próby skompletowania całości, sięgając do pozostawionych przez kompozytora szkiców i materiałów, choć i tak najczęściej w tym celu wykorzystywana jest muzyka do Rozamundy, co ma swoje wady i zalety. Tu słyszymy oczywiście pierwotną postać, której rozmiary czasowe w książeczce z jednej strony wyglądają dobrze, z drugiej – źle: 14'41” vs 9'54”. Allegro moderato początkowo wydaje się być całkiem obiecujące, prowadzone jest nieśpiesznie, z powagą, szkoda tylko, że w kilku ważnych miejscach Antonello Manacorda narusza dobrze rozwijającą się narrację przyśpieszeniami i zmianą całkiem sensownego tempa, czego w nutach nie ma. Szkoda, że dopuszcza się tego rodzaju manieryzmów, które wg mnie nie służą muzyce, za to zostały podyktowane zapewne chęcią udramatyzowania przebiegu, zwłaszcza w burzliwym przetworzeniu. Nie pochwalam takiej praktyki, kompozytor ani słowem nie wspomniał o podobnych modyfikacjach, zaś ogólnie można to potraktować jako smutny przykład niewystarczających umiejętności młodszych pokoleń dyrygentów w zakresie interpretacji: odczytu partytury w teorii i jej realizacji w praktyce, gdzie na plan pierwszy wybija się nietrzymanie tempa. Druga część (Andante con moto) jest zdecydowanie bardziej „con moto” niż „andante” i nie przekracza nawet 10 minut, co jest jednym z szybszych nagrań tego ogniwa Niedokończonej. Czy słusznie? Śmiem wątpić, ponieważ mnie osobiście zachwycają bardziej stonowane interpretacje, pozbawione pośpiechu i wykazujące większą kulturę i elegancję zwłaszcza w momentach kulminacyjnych. Ujmują również większą głębią, poruszają w znacznie większym stopniu. W prezentowanym nagraniu wspomniane fragmenty oszałamiają rytmem przypominającym marsza, wyrazistą artykulacją, ogromną ilością decybeli i wyeksponowaniem sekcji blachy, szczególnie zaś użytych po raz pierwszy przez autora Śmierci i dziewczyny w tym gatunku puzonów. Lepiej mi się słuchało partii bardziej lirycznych, stonowanych, utrzymanych w przyjemnej dla ucha dynamice, pięknie brzmiące instrumenty dęte odegrały znaczącą rolę, również jakość dźwięku całości wywarła na mnie całkiem dobre wrażenie. Mimo swoich zalet, niniejsza interpretacja nie będzie należała do moich ulubionych. Do przywołanych wcześniej nazwisk legendarnych mistrzów batuty dodałbym koniecznie największy autorytet w dziedzinie wykonawstwa Symfonii Franciszka Schuberta, czyli maestro Güntera Wanda. Fakt, że cykl nagrany przez niego dla wytwórni RCA jest od dawna niedostępny w sprzedaży, jest prawdziwym skandalem!
Jestem ciekaw, czy kolejne nagrania z podobnym repertuarem podzielą moje wątpliwości związane z prezentowanym albumem, mimo wszystko zasługującym na uwagę za sprawą wyśmienitej gry orkiestry i wyrazistej koncepcji dyrygenta, którą można podzielać lub nie. Osobiście, pozostanę przy swych dotychczasowych preferencjach, w których znajdzie się również miejsce dla kreacji dynamicznych i żywiołowych, ale bardziej przekonujących w efekcie końcowym niż niniejsze (Claudio Abbado, DG). Nie jestem pewien, czy bardziej mi się spodobają kolejne płyty Kammerakademie Potsdam z muzyką Schuberta, ale posłucham ich z życzliwością oraz zainteresowaniem – i podzielę się w swoim czasie wrażeniami.
Płytomaniak
Franz Schubert
Symfonie: nr 3 D-dur D 200 i nr 8 h-moll D 759
Kammerakademie Potsdam • Antonello Manacorda, dyrygent
Sony Classical 88691960642 • w. 2015, n. 2011 • CD, 46'32” ●●●○○○
Album w postaci fizycznego dysku audio został nadesłany do autora przez Akademię Kameralną z Poczdamu.
Komentarze
Prześlij komentarz