Dwa muzyczne światy (3) - G. Mahler i R. Strauss.

 


Być może czytelnicy bloga pamiętają moje teksty opatrzone wspólnym tytułem Dwa muzyczne światy, poświęcone twórczości Klaudiusza Debussy'ego oraz Ryszarda Straussa, wskazujące na podobieństwa, ale i różnice w twórczości, stylu i gatunkach uprawianych przez obu mistrzów. Mógłbym do nich dołączyć kolejny, ale tym razem zestawiający autora Salome nie z kim innym, jak tylko z samym Gustawem Mahlerem, który tak samo jak tamten był arcymistrzem w operowaniu wielkim składem orkiestrowym, ale również miał wybitne osiągnięcia w liryce wokalnej. Dodawszy do tego, że podobnie jak wcześniejsza „para” i tutaj mamy do czynienia z kompozytorami z tego samego pokolenia, przyjęte przeze mnie założenie wydaje się całkiem sensownym punktem wyjście do omówienia nagrania lubianej przeze mnie wytwórni Pentatone, zawierające tylko dwie pozycje obu twórców.

Jeśli chodzi o sytuację na samym początku, mamy do czynienia z produktem znanego i renomowanego wydawcy, zawierającym atrakcyjny dla , wykonawców i melomanów repertuar, znany z wielu konkurencyjnych wersji, zaprezentowany przez artystów o „gorących nazwiskach” na współczesnej scenie muzycznej, by użyć określenia rodem z niższych warstw kultury. Istotnie, zarówno sopranistka Sonia Jonczewa (ur. 1981) oraz dyrygent Rafael Payare (ur. 1980) są obecnie na szczycie powodzenia, czego dowodzi intensywna działalność koncertowa obydwojga, a także coraz większa ilość nagrań płytowych. Prezentowana płyta jest bodajże pierwszym wspólnym projektem, łączącym potencjał robiącego coraz większa karierę dyrygenta z Wenezueli, stojącego od roku 2022 na czele słynnej Orkiestry Symfonicznej z Montrealu oraz pochodzącej z Bułgarii śpiewaczki, mającej już ustaloną pozycję jako gwiazda współczesnej sceny operowej.

Sytuacja z samego początku zaczyna się jednak zmieniać w momencie przystąpienia do odsłuchu trwającego niewiele ponad godzinę materiału. Zamykające program krążka Pieśni do słów Rückerta Gustawa Mahlera mogłyby być jego pięknym i nastrojowym zwieńczeniem, ale wersja zaprezentowana na albumie niestety nie skłania do takich oczekiwań. Sonia Jonczewa w moim przekonaniu nie pasuje do niemieckiej liryki wokalnej, specjalizuje się w muzyce operowej, co od razu słuchać. O ile w dwóch pierwszych pozycjach cyklu (Ich atmete einen linden Duft oraz Blicke mir nicht in die Lieder) jej występ jest do przyjęcia, to z chwilą operowania dynamiką forte lub fortissimo w Um Mitternacht (nr 3) namiastki pozytywnego wrażenia kończą się. Pojawia się wyraźna wibracja, słuchać niestabilność emisji i precyzji w wydobywaniu dźwięków, co potęguje na dodatek dykcja, która znacznie odbiega od ideału, ponieważ nie jestem w stanie zrozumieć przez większość czasu trwania, o czym artystka śpiewa. Co, jak co, ale czytelność podawanego tekstu w języku niemieckim jest dla mnie warunkiem absolutnie podstawowym przy ocenie całości przedsięwzięcia. Nic więc dziwnego, że pod tym względem bezkonkurencyjne są interpretacje śpiewaków i śpiewaczek wywodzących się z Niemiec, Austrii czy Szwajcarii, w występach których Lieder i klarowność artykulacji słów jest ewidentna, zwłaszcza w przypadku artystów starszych generacji, bijących na głowę współczesnych pod każdym możliwym względem, w wyraźnej dykcji w szczególności. Umyka zatem niewątpliwie niezmiernie ważny estetyczny element wykonania, za to mamy do czynienia z produkcją wokalną o wątpliwej kulturze i nieprzekonującą. Sytuację pogarsza fakt, że nagranie zarejestrowane zostało na niskim poziomie głośności, choć sama jakość techniczna nie jest zła; mam również wrażenie, że śpiewaczka i dyrygent jakby się gdzieś śpieszą. Tempa odbiegają od mojego ideału, tym bardziej, że zawartość czysto muzyczna, ale i tekstowa powinna skłaniać wykonawców do większego wyczucia czasu i przestrzeni, by to ująć w tych kategoriach. Tymczasem tutaj sama narracja poszczególnych pieśni nie wyróżnia się specjalnym podejściem poza konieczną realizacją nutowego zapisu, a same odstępy pomiędzy nimi są bardzo krótkie i nie pozwalają odbiorcy na chwilę refleksji i łagodnego przejścia z jednego utworu do drugiego. Być może dla niektórych podobne uwagi są przysłowiowym „czepianiem się”, ale Rückert-Lieder są zbiorem zbyt pięknym, wzruszającym i zbyt ważnym, by pomijać jego ewidentne walory i zdawać się na wykonanie, któremu sporo brakuje zarówno w zakresie techniki, jak i interpretacji, a takim jest niestety udział Sonii Jonczewej w tym przedsięwzięciu. Jest to wymowny przykład nietrafionego repertuaru, niedostosowanego do wokalnych i lingwistycznych predyspozycji artystki. Są liczne nagrania bardziej przekonujące pod każdym względem, nawet w katalogu samej wytwórni Pentatone (obsypana nagrodami kreacja Alice Coote oraz Holenderskiej Orkiestry Filharmonicznej pod dyrekcją Marca Albrechta), nie mówiąc już o wersjach zarejestrowanych na płytach przez innych wydawców. Czytelników pragnącym poznać urok, piękno i liryzm Pieśni do słów Rückerta skierowałbym w stronę nagrań takich artystek jak chociażby Magdalena Kožená czy Violetta Urmana (Deutsche Grammophon), zaś niniejsze nagranie muszę niestety odradzić.

Rafael Payare robi wszystko, co trzeba jako akompaniator, nawet na tle niebyt atrakcyjnej, mało inspirującej kreacji wokalnej w poprzednim punkcie programu krążka, zaś wysuwa się na plan pierwszy jako kreator – odpowiedzialny za wykonanie utworu o znacznie większych rozmiarach i potężnej obsadzie instrumentalnej, a mianowicie Życia bohatera op. 40 Ryszarda Straussa. Utworu tyleż dla dyrygentów atrakcyjnego i pozwalającego w pełni na realizację własnych zamierzeń, zaś z drugiej strony trudnego, niełatwego pod względem technicznym i mającego ogromną liczebnie oraz wybitną dyskografię z udziałem największych mistrzów batuty. Ten ostatni element, jak sądzę, nie jest czymś, co by mogło szczególnie zdeprymować wenezuelskiego artystę, mogącego się już poszczycić sporym doświadczeniem i doskonałą orientacją w żelaznym repertuarze. A że do bojaźliwych nie należy, świadczą chociażby dokonane już dla tej samej wytworni Pentatone nagrania z utworami tej miary, co Symfonia fantastyczna Hektora Berlioza czy Piąta Gustawa Mahlera.

Jeden z najwspanialszych poematów symfonicznych Ryszarda Straussa dzieli z nimi spore rozmiary (ok. 45 minut), ogromną obsadę instrumentalną, obejmującą poczwórne drewno, 8 waltorni, 5 trąbek, 3 puzony, 2 tuby, perkusję, 2 harfy i rozbudowaną sekcję smyczków, kompleksowość struktury, oryginalną syntezę muzyki absolutnej oraz programowej, a także wieloczęściową budowę. I tu rzecz dziwna, ponieważ kompozycja opatrzona jest tytułami literackimi w odniesieniu do sześciu ogniw (Bohater; Przeciwnicy bohatera, Towarzyszka bohatera, Walka toczona przez bohatera, Pokojowe dzieła bohatera, Bohatera ucieczka od świata i spełnienie), tymczasem wydawca rozdziela ostatni z nich na dwa ustępy, a w dodatku wprowadza między tradycyjne dotąd części trzecią i piątą Szczęście bohatera. Małe zdziwienie budzi również fakt, że całość utrzymana jest na dość niskim poziomie głośności, co trzeba mieć na uwadze podczas odtwarzania, za to nie można odmówić nagraniu bardzo dobrej realizacji technicznej, w pełni satysfakcjonującej miłośników ogromu brzmienia i barwy wydobywanych przez rozbudowaną Orkiestrę z Montrealu. Słucha się jej znakomicie, co szczególnie docenią nie tylko nabywcy krążka w postaci fizycznej, ale również plików bezstratnych o bardzo wysokiej jakości, dostępnych na stronie wytwórni. Przestawiona wizja Życia bohatera ujmuje ekspresją, dramatyzmem i werwem; Rafael Payare posługuje się raczej umiarkowanymi tempami, ale nigdzie nie popada w nadmierny i szkodliwy pośpiech, jak również nie dopuszcza się opieszałości. Nie brak mu wyczucia i wrażliwości w odmalowywaniu subtelnych, lirycznych odcinków dzieła, dając okazję do zaprezentowania kunsztu rozbudowanemu kwintetowi smyczkowemu z wycyzelowanym brzmieniem i artykulacją, ale daje dowód temperamentu w eksponowaniu kulminacji i fragmentów operujących największą dynamiką. W ogóle wszystkie sekcje kanadyjskiej formacji są bardzo dobre i znajdują odpowiednie pole do popisu w przeciągu 46 minut trwania poematu, zaś zasługą kapelmistrza jest ich odpowiednie zbalansowanie, co podkreśla mistrzostwo instrumentacyjne Ryszarda Straussa, mistrza w swoim fachu. Nie ulega wątpliwości, że dyrygent ma klarowną wizję utworu i potrafi ją skutecznie i przekonująco przedstawić, dowodząc „bogactwa nie tylko inwencji, techniki czy talentu, ale wciąż młodzieńczego bogactwa wewnętrznego zapału”. Słowa Stefana Kisielewskiego, odnoszące się zresztą do samego kompozytora, trafnie charakteryzują także osobę dyrygenta i efekt końcowy, jakim jest utrzymane na wysokim poziomie technicznym oraz artystycznym wykonanie jednego z najwspanialszych poematów symfonicznych literatury muzycznej.

Szkoda tylko, że tego samego nie mogę niestety powiedzieć o drugiej pozycji programu albumu, dlatego jednoznaczna ocena całości jest w tym przypadku trudna lub raczej niemożliwa. Miłośnicy wielkiej symfoniki i angażujących kreacji dyrygenckich będą z nagrania wytwórni Pentatone bardzo zadowoleni, zaś koneserzy niemieckiej liryki wokalnej uznają je za kontrowersyjne. Jest czego słuchać – i co pomijać. Wybór pozostawiam Państwu.


Płytomaniak


Richard Strauss – Ein Heldenleben op. 40 Gustav Mahler – Rückert-Lieder

Sonia Jonczewa, sopran Orchestre symphonique de Montréal Rafael Payare, dyrygent

Pentatone PTC 5187 201 • w. 2024, n. 2023 • CD, 64'15” ●●○○○○ (Mahler)/●●●●●○ (Strauss)

Nagranie w postaci fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez wydawcę, wytwórnię Pentatone. Jej polski dystrybutor, który z własnej woli nie wysłał nigdy płyty sprzedawanych przez siebie podmiotów do Płytomaniaka w celach promocyjnych, nie przyczynił się w żaden sposób do uzyskania materiału do recenzji i publikacji tejże na stronie.

Komentarze

  1. Podoba Ci się ta lub inna recenzja autora? Chciałbyś czytać więcej nowych tekstów poświęconych nagraniom muzyki klasycznej? Wspieraj stronę i jego twórcę na https://patronite.pl/plytomaniak lub https://zrzutka.pl/cpfzxa

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz