II Symfonia G. Mahlera ku pamięci i przestrodze - i kilka muzycznych rocznic.

 


Dnia 13. lutego 1945 roku w wyniku zmasowanych nalotów alianckich sił powietrznych Drezno legło pod gruzami. Na pamiątkę owego tragicznego wydarzenia od za sprawą, w sześć lat później zaczęto organizować specjalne koncerty wspomnieniowe o wyjątkowym charakterze – refleksyjnym, żałobnym, podniosłym, zawierające specjalnie dobrane wielkoobsadowe kompozycje o tematyce religijnej. Ich ważnym elementem było świadome wyeliminowanie oklasków publiczności, zarówno na początku, jak i na końcu każdego z tych wykonań, co w intencji pomysłodawców miało jeszcze bardziej spotęgować duchowy wymiar każdego z owych koncertów. Warto przy tej okazji przywołać osobę, która zainicjowała tę chwalebną i ważną w niemieckiej kulturze tradycję, a był to wybitny dyrygent Rudolf Kempe, ówczesny dyrektor Staatskapelle Dresden. Szkoda, że dziś, poza jego ojczyzną, tak naprawdę niewiele się o nim mówi, a jeszcze mniej słucha jego częstokroć znakomitych nagrań (m in. kompletu dzieł symfonicznych Ryszarda Straussa), podczas gdy był to wielki mistrz batuty, godny ciągłej pamięci kolejnych pokoleń melomanów nie tylko w Niemczech.

Swoistym przełomem owych corocznych uroczystości okazał się rok 1995, kiedy w programie zabrakło pojawiającego się w nim dotychczas dzieła należącego do gatunku requiem, za to znalazła się w nim II Symfonia Gustawa Mahlera, idealnie wpisując się w założenia ideowe przyświecające wspomnieniowym koncertom. Wielkim aparatem wykonawczym, obejmującym śpiewaczki Charlotte Margiono i Jard van Nes, połączone siły Drezdeńskiego Chóru Symfonicznego i Chóry Saksońskiej Opery Państwowej, a także Staatskapelle Dresden, kierował światowej sławy kapelmistrz holenderski, zawodowo zresztą blisko związany z miastem i jego najbardziej renomowaną orkiestrą, Bernard Haitink. Artysta, którego do udziału w owym wydarzeniu nie trzeba było namawiać, ponieważ pięć lat wcześniej dyrygował tym samym utworem na koncercie poświęconym ofiarom zniszczenia Rotterdamu podczas II wojny światowej. W saksońskiej stolicy zaś, poruszony atmosferą i pod wpływem emocji, wraz z publicznością w całkowitej ciszy udał się po zakończeniu przedsięwzięcia pod zniszczony w trakcie nalotów Kościół Mariacki (Frauenkriche), zrekonstruowany i służący obecnie jako nie tylko świątynia, ale i symbol pojednania, i zapalił tam symboliczną świeczkę. Pierwsza okoliczność, w chwili pisania niniejszego tekstu nie tak odległa czasowo w związku z równą 80. rocznicą zburzenia Drezna i 30. rocznicą zorganizowania koncertu oraz druga, w postaci przypadających kilka dni temu urodzin Bernarda Haitinka, sprawiły, że postanowiłem przypomnieć nagranie opublikowane jakiś czas temu, ale na tyle interesujące, że warte uwagi zwłaszcza ze strony zapalonych wielbicieli wielkich dyrygenckich kreacji i żelaznego symfonicznego repertuaru.

Muszę wyznać, że Zmartwychwstanie należy do moich ulubionych utworów Gustawa Mahlera, dlatego z wielkim zainteresowaniem sięgnąłem po 33. wolumin szeroko rozbudowanej fonograficznej serii poświęconej nagraniom Staaskapelle Dresden, ukazującej się w wytwórni Profil. Dwupłytowy album, bardzo starannie wydany, zawierający mnóstwo materiału fotograficznego (w kolorze) i faktograficznego pod względem jest ucieleśnieniem perfekcji wydawniczej. Zawiera zapis koncertu z 13. lutego 1995 roku, którego charakter był pod kilkoma względami szczególny: zabrzmiała na nim właśnie potężna II Symfonia, a oprócz tego był to wydarzenie jubileuszowe, zorganizowane w 50. rocznicę pamiętnego ataku i bombardowania saksońskiej stolicy. Nic dziwnego, że emocji i poczucia obcowania z czymś wyjątkowym nie brakowało, co zresztą słychać. Bardzo doceniam rolę doświadczonego dyrygenta, jednego z największych znawców tego repertuaru, mającego na koncie co najmniej cztery płytowe rejestracje Drugiej. Wśrod nich prezentowane wykonanie wyróżnia się monumentalizmem w wymiarze wymiarów czasowych i ekspresji. Istotnie: dzieło trwa tutaj trochę dłużej niż w pozostałych wersjach sygnowanych przez Bernarda Haitinka, a przy tym przemawia żywo do odbiorcy za sprawą wyjątkowych okoliczności i zaangażowania się całego aparatu wykonawczego. Orkiestra pod znakomitą batutą holenderskiego mistrza batuty sprawuje się wyśmienicie, grając z pasją, polotem, rewelacyjnie wręcz realizując zapisy potężnej partytury i wskazówki kapelmistrza. Dla miłośników brzmienia tego zespołu i wielkiej symfoniki jako takiej niniejsze nagranie może być jednym z najbardziej pasjonujących, zwłaszcza, że nie brakuje tutaj licznych kulminacji, efektownych pasaży, użycia rozbudowanej obsady w momentach szczególnie spektakularnych, w których prym wiodą sekcje blachy i perkusji – wspaniałe! Słychać, że mamy do czynienia formację w pełnym składzie, a to wrażenie potęguje również udział aż dwóch chórów, których udział kompozytor zaprojektował dopiero pod koniec dzieła, ale w sposób porywający.

Niestety, nie mogę w pełni docenić omawianego nagrania, choć jego potencjał mógłby to całkowicie usprawiedliwiać: renomowani wykonawcy, wielki dyrygent, dobre śpiewaczki, chóry i świetna orkiestra, wykonanie pulsujące emocjami, podniosła atmosfera – słowem, niemalże wszystko, czego potrzeba do maksymalnej satysfakcji. Pozostaje jedna ważna kwestia: jakość dźwięku. Owszem, jest on wyraźny i czysty, ale zbyt zróżnicowany dynamicznie na zdecydowaną niekorzyść dla balansu między fragmentami granymi cicho i głośno. Zwłaszcza te pierwsze są tutaj potraktowane szczególnie niesatysfakcjonująco, co wprowadza znaczny dyskomfort podczas słuchania i konieczność stałej regulacji głośności w odtwarzaczu, nie tylko w obrębie całego dzieła, ale w trakcie przebiegu poszczególnych części. Sam wstęp utrzymany jest w zbyt cichej dynamice, dopiero później, w pierwszej kulminacji, słychać jego potencjał. Rozczarowuje pod tym względem drugie ogniwo, oparte na eleganckim temacie granym w smyczkach – jego wyraźne usłyszenie wymaga podkręcenia pokrętła na sprzęcie do odsłuchu. Przypadkiem skrajnym są ustępy utworu z udziałem elementu wokalnego. Przepiękne Praświatło (Urlicht), a zwłaszcza jego trzy pierwsze, wstępujące w górę skali i pełne wyrazu dźwieki, same w sobie utrzymane w pianissimo, są tutaj w ogóle niesłyszalne, dopiero podgłośnienie ratuje sytuacje i pozwala na docenienie kreacji obdarzonej zmyslowym i łagodnym altem Jard van Nes, śpiewaczki znanej z innych nagrań muzyki Mahlera pod batutą Bernarda Haitinka (np. z Drugiej z niedokończonego cyklu Symfonii, zarejestrowanej z Filharmonikami Berlińskimi dwa lata wcześniej). Również pierwsze wejście chóru, jeśli tylko je słuchacz przegapi i nie będzie czujnie siedział z pilotem do odtwarzania w ręku przez ponad pół godzin trwania Finału, nie przyciąga uwagi – po prostu prawie nic nie dociera do zmysłów odbiorcy, a powinno, choćby dlatego, że dołącza tam druga z solistek (sopranistka Charlotte Margiono). Co z tego, że zwieńczenie jest wprost oszałamiające pod względem siły wyrazu, ale akurat kulminacje i głośne pasaże są w niniejszym nagraniu oddane wręcz znakomicie i wprawiają odbiorcę w należyty entuzjazm. Szkoda, że równie dobrze nie dopracowano przeciwległego zakresu dynamiki, bo nie ma tu mowy o jednostkowym przypadku: opisywana przypadłość dotyczy całego przebiegu dzieła, co jest łyżką dziegciu w tej muzycznej beczce miodu.

Żałuję niewykorzystanej szansy, ponieważ gdyby realizacja techniczna była wolna od wspomnianego mankamentu, mielibyśmy do czynienia z jednym z nabardziej poruszających i przepełnionych emocjami kreacji II Symfonii Gustawa Mahlera, co w kontekście ogromu dostępnych nagrań i wybitnych kreacji świadczy na korzyść potencjału albumu wytwórni Profil. Ci z melomanów, którym podnoszony przeze mnie problem nie będzie przeszkadzał, w pełni docenią prezentowane nagranie, inni, bardziej wymagający, będą zdawać sobie sprawę z niewątpliwego wysokiego artystycznego i czysto ludzkiego wymiaru wykonania z Drezna, ale całkowitą doskonałość, a nawet prawdziwą perfekcję pod względem jakości (rozpiętości) dźwięku znajdą gdzie indziej.


Płytomaniak


Gustaw Mahler

Symfonia nr 2 c-moll „Zmartwychwstanie”

Charlotte Margiono, sopran; Jard van Nes, alt Chor des Sächsischen Staatsoper Dresden Staatskapelle Dresden Bernard Haitink, dyrygent

Profil PH 07040 w. 2012, n. 1995 2 CD, 86'27” ●●●●○○

Omówienie nagrania pochodzącego z prywatnej kolekcji autora. Ani sama wytwórnia, ani jej polski dystrybutor, nie przyczynili się w żaden sposób do uzyskania materiału do recenzji i ukazania się tekstu na stronie.

Komentarze

Popularne posty