Günter Wand i wielka symfonika na koncertach - w Berlinie (1).

 


Data 4. września z pewnością istnieje w świadomości melomanów – wielbicieli wielkiej symfoniki, ponieważ doskonale wiedzą, że jest to dzień urodzin Antona Brucknera, kompozytora, który ma naprawdę spore rzesze fanów na całym świecie, nie tylko w rodzimej Austrii. Również Płytomaniak należy do tego licznego grona i na miarę swoich skromnych możliwości stara się uczcić każdą kolejną rocznicę omówieniem jakiegoś nagrania z muzyką mistrza, do czego zresztą nie trzeba go specjalnie zachęcać przy innych okazjach. Sięgam zatem po jedną z płyt z przeszłości, nie tak dalekiej, jak zapis IX Symfonii, o której pisałem ostatnio, przy okazji reedycji nagrania w nowej, dźwiękowej szacie przez wytwórnię Pristine Classical, ale do zapisu koncertów ze stycznia 1996 roku ze stolicy Niemiec, wydanego w postaci kompaktu rok później. Album ze słynną pieczęcią na okładce, sygnuje wytwórnię RCA Victor i jej „czerwoną” serię, z której amerykański koncert BMG mógł być i nadal jest dumny, jako że pod tym szyldem wydał ogrom interpretacji wielkiego repertuaru w najwybitniejszych wykonaniach. Nie inaczej jest w przypadku prezentowanego nagrania, zawierającego wspaniałą kreację V Symfonii B-dur Antona Brucknera, w wykonaniu Filharmoników Berlińskich pod batutą Güntera Wanda.

Po dzieło niemiecki dyrygent sięgnął późno – w przybliżeniu w 62. roku życia, co zapoczątkowało rejestracji kompletu wszystkich numerowanych dziewięciu Symfonii, nagranych w latach 1974-1981 z Orkiestrą Symfoniczną Radia w Koloni. Później dyrygował Piątą regularnie z różnymi zespołami, dzięki czemu powstały bodajże cztery płytowe wersje utworu, a najpóźniejsza z nich, ze stycznia 1996 roku, została uwieczniona przez wytwórnię RCA, z którą artysta był związany stałym kontraktem. Warto również wspomnieć, iż prezentowane nagranie jest drugim w kolejności fonogramem, powstałym w wyniku kontaktów Güntera Wanda i Filharmoników Berlińskich w latach 1995-2001, a więc w ostatnich latach życia maestra. Choć zadebiutował u nich wcześnie, już w roku 1949 i poprowadził ich następnie jeszcze kilka razy, to do bliższej współpracy nie doszło za sprawą Herberta von Karajana, skądinąd wybitnego interpretatora muzyki Antona Brucknera, którego dzieła nagrywał dla Deutsche Grammophon. Günter Wand stanął na pulpicie dyrygenckim przed Filharmonikami Berlińskimi dopiero po 40 latach przerwy!

O tym, co straciła tamtejsza publiczność, świadczy prezentowane nagranie, pokazujące bliskość oraz wagę artystycznych więzi między wybitnym mistrzem batuty i najbardziej znaną niemiecką orkiestrą. Zarówno dyrygent, jak i Berlińczycy mieli w swoim repertuarze V Symfonię, ale niniejsze nagranie jest jedynym, które udokumentowało na nośnikach ich pracę nad wykonaniem jednego z najtrudniejszych i najpotężniejszych dzieł późnego romantyzmu. Wyzwaniom Piątej, której rozmiary czasowe zwykle przekraczają 75 minut, mogą sprostać jedynie doskonale obeznani w materii artyści – kapelmistrzowie rozumiejący zarówno samego kompozytora i rozmiłowani w wielkiej symfonice, jak i zespoły naprawdę wysokiej klasy. W przypadku Güntera Wanda i Filharmoników Berlińskich mamy szczęśliwą syntezę obu wypadkowych, co przyniosło legendarne koncerty, zapisane w kulturalnej historii niemieckiej stolicy, a także nagranie, będące jedną z najważniejszych rejestracji płytowych utworu. Przy słuchaniu uderza już od początku swoiste napięcie, świadczące o najwyższym poziomie artystycznym wykonania. Narracja jest poprowadzona fenomenalnie, jest spójna i konsekwentna, łączy bogactwo detali z wizją całości, dzięki czemu odbiorca śledzi tok rozwoju muzyki i odnajduje się bezbłędnie w każdej z czterech części, z ich wszystkimi zmianami temp i harmoniczno-kontrapunktycznej strukturze, czytelnej i zrozumiałej. Tempa są dość żywe, ale niniejsza kreacja Piątej trwa prawie 77 minut, co przekłada się na interpretację zwartą, dramatyczną, unikającą zarówno zbędnej rozwlekłości, jak i nadmiernego pośpiechu. Słucha się jej z zapartym tchem, zarówno z powodu fantastycznej gry i wielkiego aktu dyrygenckiego, ale także głębi wyrazu i genialnej konstrukcji formalnej, jaką zaproponował w swym dziele Anton Bruckner. Potężne części skrajne dowodzą biegłości w prezentacji i przetwarzaniu szeroko rozbudowanych grup tematycznych, zakończonych imponującą kulminacją w finale. Ogniwa środkowe łączą przysłowiowy ogień z wodą – żywe, ale niezapędzone w nadmiernej gonitwie Scherzo (Molto vivace. Schnell) zachwyca wyrazistą rytmiką i dramatyzmem przebiegu, gdzie można podziwiać staranną realizację partytury w zakresie frazowania i precyzyjnej artykulacji. Powolne, smutne Adagio (Sehr langsam) ujmuje ekspresją i zgraniem, choć wystawia na próbę uwagę muzyków z powodu polimetrii – z powodu przeplatania się metrum na cztery i sześć czwartych. Zapada w pamięć temat główny, grany przez obój na tle pizzicata smyczków, a także druga ważna myśl – niezwykle piękna i szlachetna w wyrazie melodia wprowadzona przez skrzypce i prowadząca dwukrotnie do kulminacji. Imponująca biegłość w posługiwaniu się muzyczną materią oraz sekcjami instrumentów przez dyrygenta znajduje potwierdzenie zarówno tutaj, jak i w przebiegu całego utworu, ze szczególnym uwzględnieniem skomplikowanego i szeroko zakrojonego Finału, „mistrzowskiego dzieła kontrapunktycznego”, by przywołać słowa samego Antona Brucknera. Mimo zagęszczenia wątków, myśli i tematów, wkomponowanych w jedną strukturę, całość jest logiczna, a jej poszczególne elementy wyraźnie obecne w przebiegu trwania, na końcu zaś słychać, za sprawą mistrzowskiej instrumentacji, wręcz „organowe” brzmienie całej orkiestry w triumfalnie wybrzmiewającym chorale. Coś wspaniałego! Dodam, że w momencie rejestracji materiału Günter Wand miał 84 lata, ale emanująca z wykonania jego pasja oraz niekwestionowany autorytet sprawiają, że poznanie niniejszej interpretacji jest naprawdę cennym doświadczeniem.

Często wracam do niniejszego nagrania, będącego punktem odniesienia dla kolejnych pokoleń wykonawców, ale w ciągu trzydziestu lat dzielących powstanie albumu i moment pisania przeze mnie tych słów, żadna z konkurencyjnych wersji dzieła w niczym nie zagroziła pozycji albumu wytwórni RCA jako jednej z najciekawszych, najbardziej kompletnych i wartościowych płytowych wersji V Symfonii Antona Brucknera. Szkoda tylko, że obecnie jest w ogóle nie do zdobycia, zarówno w swej pierwszej, jak i drugiej edycji (ze zmienioną okładką), nie mówiąc już o zbiorczym albumie Güntera Wanda i Filharmoników Berlińskich poświęconemu kompozytorowi.


Płytomaniak


Anton Bruckner

Symfonia nr 5 B-dur

Berliner Philharmoniker • Günter Wand, dyrygent

RCA 09026 68503 2 • w. 1997, n. 1996 • CD, 77'14” ●●●●●

Komentarze