Wybitna kreacja wykonawcza - Herbert Blomstedt i Symfonie J. Brahmsa (3).

 


Zajmowałem się ostatnio, z wielką przyjemnością zresztą, kameralistyką Johannesa Brahmsa, delektując się muzyką wzorową pod względem formalnym i o wielkiej sile ekspresji, więc postanowiłem kontynuować wątek poświęcony twórczości tego autora, tym razem w wymiarze symfonicznym. Okazją jest trzeci, niestety ostatni już, album wytwórni Pentatone, zamykający małą serię nagrań z udziałem Orkiestry Lipskiego Gewandhausu pod dyrekcją Herberta Blomstedta. Dość znaczny przedział czasowy dzieli moje poprzednie teksty, poświęcone koncertowym rejestracjom I oraz II Symfonii wraz z obiema Uwerturami. Niniejsza recenzja dotyczy nagrania zrealizowanego prawdopodobnie w warunkach studyjnych, w trudnym czasie panującej pandemii, w kwietniu 2021 roku. Zawiera dwie ostatnie pozycje gatunku, którego Johannes Brahms był niezrównanym mistrzem, reprezentujące nie tylko jego największe osiągnięcia na tym polu, ale także punkt końcowy rozwoju romantycznej symfonii ze szczególną rolą Feliksa Mendelssohna i Roberta Schumanna. Istotnie, trudno nie wypowiadać się o III Symfonii F-dur op. 90 i IV Symfonii e-moll op. 98 inaczej, jak tylko z najwyższym uznaniem, są to bowiem dzieła dojrzałego i doświadczonego kompozytora, w pełni realizującego swoje twórcze zamierzenia, stojącego u szczytu sławy. Biegłość, z jaką włada formą i siła wyrazu cechująca obie z nich czynią z tych utworów nie tylko podstawę repertuaru wszystkich filharmonii na świecie, nie tylko w krajach niemieckojęzycznych, ale także wyjątkowe osiągnięcie w dziejach muzyki.

Nic dziwnego, że od początku cieszyły się zainteresowaniem publiczności i wykonawców, a liczba ich nagrań jest imponująca, co nie znaczy, że wszystkie z nich są dobre i wartościowe. Takiego zarzutu nie da się wysunąć pod adresem wykonawców prezentowanego nagrania, którzy zaliczają się do ścisłej światowej czołówki, by użyć może niezbyt eleganckiego sformułowania rodem z artykułów relacjonujących zawody sportowe. Z jednej strony orkiestra o wyjątkowo długiej tradycji, sięgającej kilkuset lat, doskonale zaznajomiona z repertuarem wykonywanym przez kolejne dziesięciolecia pod dyrekcją naczelnych i gościnnych dyrygentów. Z drugiej strony uznany i zasłużenie cieszący się powszechnym szacunkiem sędziwy Herbert Blomstedt, mający w chwili rejestracji obu Symfonii 92 lata i prowadzący do tej pory aktywną działalność, w przeszłości zaś, dokładniej w okresie 1998-2005 szef zespołu, związany z nim więzami głębokiej i autentycznej muzycznej przyjaźni, której owocami były i nadal są wspólne koncerty i znakomite nagrania.

Niniejsze kontynuuje mini-serię poświęconą symfonice Johannesa Brahmsa w barwach wytwórni Pentatone, dowodząc bardzo dobrej formy orkiestry, ale także kapelmistrza, będącego wprawdzie w wieku zaawansowanym, ale obdarzonego nadal sprawnym i błyskotliwym umysłem, ogromnym i niedającym się przecenić doświadczeniem, życiową oraz artystyczną mądrością, co sprawia, że podobnie jak w przypadku wspomnianych dwóch albumów, słuchanie tego właśnie jest doznaniem wyjątkowym i zasługującym na zainteresowanie miłośników wielkich kreacji. Mnie, jako zapalonemu wielbicielom twórczości Johannesa Brahmsa, bardzo się spodobało. Słyszymy dwie genialne kompozycje wykonane po mistrzowsku, perfekcyjnie pod względem technicznym, co jest o tyle istotne, że mamy do czynienia z dziełami trudnymi zarówno dla orkiestr, jak i dyrygentów. Mowa jest tutaj przede wszystkim o skomplikowanej pod względem rytmicznym i nie tylko pierwszej części III Symfonii, z którą niemieccy muzycy pod dyrekcją szwedzkiego maestro radzą sobie doskonale, całe dzieło zresztą wywiera jak najlepsze wrażenie. Słychać w jej przebiegu nie tylko znakomicie skonstruowaną formę, ale również ogromne bogactwo muzycznych myśli: wzruszających i zapadających w pamięć solówek instrumentów dętych i kameralnie potraktowanej instrumentacji. Dobrze zorientowani melomani wiedzą, że szczególnie natchniona i poruszająca jest sławna część trzecia, Poco allegretto z przepięknym tematem głównym. Nie brak tutaj również mocniejszych wrażeń, zwłaszcza w ogniwach skrajnych, cechujących się wyjątkowym dramatyzmem i pasją, co znajduje perfekcyjne odzwierciedlenie w grze orkiestry: żywej, skupionej, zaangażowanej, w pełni absorbującej słuchacza. Wspaniale dobrane tempa, ani nie za szybkie, ani nie za wolne, wyczerpują definicję złotego środka, zaś wielki akt dyrygencki Herberta Blomstedta budzi uznanie za sprawą staranności, z jaką podchodzi do niuansów interpretacji i szczegółów zapisu nutowego (powtarza np. powtórzenie ekspozycji pierwszego ogniwa), ale w szerszym wymiarze – głębokiego zrozumienia materii i ducha muzyki, w której zawarte jest jedynie to, co najważniejsze, a zarazem najpiękniejsze. Słuchając III Symfonii za każdym razem zastanawiam się, czy nie jest przypadkiem najwspanialsze dzieło w swoim gatunku napisane w epoce romantyzmu, a konkurencja w tej dziedzinie była przecież spora. Przepełniona radością gry, a zarazem szacunkiem dla intencji autora kreacja z Lipska utwierdziła mnie w słuszności zadawania takich pytań, co było początkowo zasługą zachwycającej kreacji Niemieckiej Radiowej Filharmonii pod batutą „naszego” Stanisława Skrowaczewskiego.

Podobne zdecydowanie pozytywne wrażenia wzbudziło u mnie wykonanie IV Symfonii e-moll op. 98. Nie mam dość słów uznania, by wyrazić, jak dobra i przekonująca jest kreacja Orkiestry Lipskiego Gewandhausu (tej samej, która zapisała się w historii prawykonaniem Niemieckiego requiem w 1869 roku) i Herberta Blomstedta. Idealnie wręcz dobrane tempa nadają dziełu odpowiedni wymiar formalnej doskonałości, w której nie ma ani jednej niepotrzebnej nuty. Pomimo stosunkowo niedużej obsady, poszczególne sekcje instrumentalne mają piękne i szlachetne pole do popisu. Novum jest udział trójkąta (triangla) w żywym i błyskotliwym trzecim ogniwie, jedynym tak dynamicznym i spektakularnym napisanym przez Brahmsa. Jest zagrane energicznie, ale w odróżnieniu od większości innych rejestracji płytowych, nie cierpi na tym czytelność faktury i bogactwo treści zawartej w poszczególnych partiach. W pełnej krasie pokazuje się sekcja drewna, zwłaszcza początek drugiej części, Andante moderato, jest prawdziwą dźwiękową rozkoszą dla ucha. Smyczki i kotły sprawują się wyśmienicie w całym przebiegu, ale w dramatycznym Finale jego głębię i siłę potęgują wprowadzone dopiero tutaj puzony, trafnie zaznaczające swoją obecność nie tylko w momentach kulminacyjnych, kluczowych dla dramaturgii kompozycji. Przy okazji można pomyśleć, jak twórczo Johannes Brahms podchodził do kwestii instrumentacji, wykorzystując ją do swych celów za każdym razem odpowiednio pod kątem zamierzonego efektu i nigdy nie nadużywając obiegowych środków. Nastrój smutku i melancholii, spowijający Czwartą, znajduje tutaj piękną i wzruszającą realizację, a samo dzieło, imponujące siłą wyrazu, potęgą brzmienia i genialną architekturą z finałowymi wariacjami, przybiera postać wyjątkowo udaną pod względem artystycznym. Wystawia najlepsze świadectwo Orkiestrze Lipskiego Gewandhausu; jej brzmienie jest pełne i czytelne, frazy i tematy przybierają piękną i szlachetną postać, imponuje kultura wykonawcza i rozpiętość dynamiki, z należytą uwagą traktowane są także kwestie intonacyjnej precyzji i wyrazistej rytmiki. Słowem, wszystkie istotne komponenty muzycznej kreacji są na właściwym miejscu, co nie dziwi w przypadku tak renomowanego zespołu, należącego przecież do najlepszych niemieckich formacji.

Mamy do czynienia z wykonaniem wybitnym, którego zalety potęguje doskonała jakość dźwięku, lepsza niż w poprzednich woluminach serii, dokumentujacymi zapis koncertów „na żywo”. Przekonałem się o tym kilka razy, słuchając zarówno kompaktu, jak również dostępnych na stronie wydawcy kilku wersji w formie plików elektronicznych, z których zwłaszcza ta najlepsza, tzw. premium, oferuje doznania najwyższej próby. Polecam to pod rozwagę potencjalnym nabywcom prezentowanego albumu, który jest w pełni satysfakcjonujący, jeśli chodzi o realizację techniczną, a przede wszystkim w zakresie poziomu wykonania, gwarantowanego przez znakomicie dysponowanych artystów. Dwie wspaniałe Symfonie Johannesa Brahmsa są tu nagrane i zagrane na najwyższym poziomie, wybijając się spośród najnowszych rejestracji tego repertuaru.

Miłośnikom kompozytora, którzy nie mieli się jeszcze okazji zetknąć z dokonaniami Orkiestry Lipskiego Gewandhausu i Herberta Blomstedta, polecam jak najszybsze nadrobienie zaległości i zainteresowanie się – wg potrzeby – nie tylko poszczególnymi trzema krążkami, ale także opublikowanym stosunkowo niedawno przez wytwórnię Pentatone zbiorczym albumem, zawierającym wszystkie dostępne nagrania z serii w ramach jednego tzw. boxu. Dla kolekcjonerów nagrań i wielbicieli wielkiej symfoniki powinien być wartościowym i atrakcyjnym nabytkiem.


Johannes Brahms

Symfonie: nr 3 F-dur op. 90 i nr 4 e-moll op. 98

Gewandhausorchester Lepizig • Herbert Blomstedt, dyrygent

Pentatone PTC 5186 852 • w. 2022, n. 2021 • CD, 80'38” ●●●●●●

Nagranie w wersji fizycznego dysku audio zostało nadesłane do autora bezpośrednio przez wydawcę, wytwórnię Pentatone. Jej polski dystrybutor, który nie wysyła nagrań dystrybuowanych przez siebie firm w celach promocyjnych, nie przyczynił się w żaden sposób do uzyskania materiału do recenzji i do publikacji tejże na stronie.

Komentarze